– Ale mimo wszystko każda tego typu wymiana zdań wiąże się ze zdenerwowaniem, napięciem, nerwową atmosferą.
Czy to nie wywołuje w dziecku poczucia zagrożenia – rodzice się kłócą, więc coś jest nie tak?
– Diabeł tkwi w szczegółach. Po pierwsze, istnieje taki
mit wśród dorosłych, że jeśli małżeństwo się nie kłóci, nie spiera, to znaczy że wszystko jest wspaniale.
Z praktyki psychologicznej, posługując się sformułowaniem księdza Tischnera, wynika, że to jest „gówno prawda”.
Ponieważ
im więcej w związku jest polemik, dyskusji, wymiany argumentów, tym większy obszar życia małżonków wzajemnie ich interesuje.
Wiele małżeństw się ze sobą nie kłóci, bo w ogóle ze sobą nie rozmawia, a partner i jego opinie po prostu mało obchodzą drugą stronę.
Ci, którzy dużo i blisko ze sobą przebywają na płaszczyźnie psychicznej, muszą się często spierać. To naturalne.
Oczywiście mam na myśli spór, w którym o coś obu stronom chodzi, a więc wymianę argumentów, racji, a nie awanturę, w której jeden z małżonków wyładowuje na drugim swoje frustracje po pod byle pretekstem. Bo to rzeczywiście nie ma żadnego sensu wychowawczego.
