Dziesięć lat temu zdiagnozowano u mnie chłoniaka nieziarnicznego. Miałam bardzo duże guzy w jamie brzusznej i pachwinach.
Zapisałam się na chemioterapię, ale kazano mi czekać pięć tygodni, by zaobserwować, jak rozwija się choroba. Dowiedziałam się, że choroba rozwija się powoli, ale z powody sporej wielkości guzów obawiano się, że rak może przyjąć bardziej agresywną formę.
Podczas tego okresu dużo czytałam i trzy razy w tygodniu miałam zabiegi refleksologii. Właśnie zaczęłam uczyć się refleksologii, więc wiedziałam, że może mi pomóc. Mój refleksolog poinformował mnie o zagrożeniach związanych z chemioterapią, których nie byłam wcześniej świadoma.
Koniec końców, zdecydowałam się nie poddawać leczeniu metodami konwencjonalnymi i zastosować jedynie terapię złożoną z:
- diety organicznej
- soków warzywnych
- długich spacerów na łonie natury
- oraz dużej dawki śmiechu z przyjaciółmi
- zrezygnowałam również z pracy w szkole.
Stosowałam wizualizację, aby pomóc komórkom w pozbyciu się raka. Przede wszystkich ustaliłam z samą sobą, że moje ciało nie jest moim wrogiem, ale niektóre z jego komórek zagubiły się.
Narysowałam rysunek przedstawiający moje komórki rakowe jako szare, bezkształtne, bezpostaciowe plamki. Następnie narysowałam swoje limfocyty T w postaci małych piranii – miały bardzo przenikliwe, przyjazne spojrzenie i niezwykle ostre zęby! Szare plamki nie miały z nimi żadnych szans!
Wyobrażałam sobie piranie wcinające komórki rakowe i trawiące je w swoich małych żołądkach… najwyraźniej bardzo im smakowały… Słyszałam nawet jak powtarzają:
– Mniam, mniam, mniam!
Uwaga 🙂
Na początku musiałam zmuszać się do powtarzania tej wizualizacji kilka razy dziennie, ale wkrótce stała się ona nieodłączną częścią mojego poranka. To było tak, jakbym w swoim umyśle miała mały ekranik telewizyjny, nieustannie wyświetlający tę samą kreskówkę. Bardzo mnie to bawiło.
Stosowałam również różne afirmacje. Na samym początku, gdy odczuwałam ogromny niepokój w związku z chorobą oraz perspektywą śmierci, wymyśliłam własną odmianę popularnej afirmacji.
- Z każdym dniem czuję się coraz lepiej pod każdym możliwym względem
- Mój układ odpornościowy jest bardzo silny i każdego dnia moje komórki stają się coraz czystsze i zdrowsze, bo mój układ odpornościowy jest bardzo silny.
Z jakiegoś powodu potrzebowałam powtórzenia tej samej frazy na początku i końcu afirmacji, aby mogła zakodować się ona w moim umyśle.
Afirmacja ta okazała się bardzo pomocna, bo na początki, za każdym razem, gdy budziłam się ze strachem w nocy, powtarzałam afirmację, dzięki czemu znów mogłam zasnąć.
Kolejnej nocy znów się budziłam i gdy tylko otwierałam oczy, od razu słyszałam słowa afirmacji w swojej głowie, dzięki czemu natychmiast zasypiałam, przekonana, że nawet we śnie moje ciało pracuje na moją korzyść.
Po pewnym czasie ledwo otworzyłam jedno oko, a już słyszałam w głowie swoją afirmację – „taśma” z afirmacją grała w niej cały czas, chociaż nawet jej nie włączałam! Gdy tylko to sobie uświadomiłam, przestałam budzić się w nocy.
Pracowałam z afirmacjami również w ciągu dnia. Stawałam przed lustrem i udawałam, że rozmawiam z kimś innym, komunikując mu:
– Wiesz, mój układ odpornościowy jest bardzo silny!
Bardzo często rozśmieszała mnie myśli, że ktoś mógłby nakryć mnie na tej obłąkańczej rozmowie z lustrem.
Zauważ!
Stosowałam też afirmacje na pewne problemy emocjonalne, stanowiące podłoże choroby. Pewna prosta afirmacja, proponowana przez Lousie Hay „Kocham siebie i doceniam” początkowo nie mogła mi przejść przez gardło.
Za każdym razem, gdy patrzyłam na swoje odbicie w lustrze, mówiąc: „Kocham siebie i doceniam„, zaczynałam płakać lub histerycznie się śmiać.
Korzystając z doświadczenia Louise Hay, odnalazłam proponowaną przez nią afirmację na raka związaną z głębokim poczuciem krzywdy i długotrwałą urazą… trafiła w samo sendo. Brzmi ona:
Z miłością wybaczam sobie przeszłość i uwalniam ją.
Stosuję ją do teraz i za każdym razem, gdy ją wypowiadam czuję, jak moje serce otwiera się.
Chorobę zdiagnozowano w kwietniu, w moje czterdzieste piąte urodziny, a w grudniu guzy nowotworowe zmniejszyły się o 70%. Z początkiem nowego roku zupełnie zniknęły.
Możecie to sprawdzić, pytając mojego lekarza, dr Patricię Clarke z Vale Of Leven Hospital (w Szkocji).
Nie ma żadnych ograniczeń!
fragment: Uzdrawianie ciała za pomocą umysłu
część II, Historie z życia wzięte
10. Rak, Historia Cathy
autor: Dr David R. Hamilton



