Nieznacznie skrócona i zredagowana przeze mnie wersja prawdziwej historii zamieszczonej w zbiorze Balsam dla duszy.
Ten chłopiec przychodził do swojej małej wiejskiej szkoły przed innymi uczniami i przed nauczycielem. Do jego obowiązków należało bowiem napalić w staromodnym piecu węglowym i ogrzać klasę przed rozpoczęciem zajęć. Pewnego dnia uczniowie zastali szkołę w płomieniach. Ledwo udało im się wywlec nieprzytomnego chłopca na zewnątrz.
Straszliwie poparzony, bliski śmierci, natychmiast został zabrany do pobliskiego szpitala. Mama chłopczyka usłyszała w szpitalu od lekarza:
– Niestety, muszę powiedzieć, że pani syn tego nie przeżyje…
Również chłopiec słyszał te słowa. Jak przez mgłę, ale słyszał je. I nie zgodził się z nimi. Postanowił przeżyć.
Lekarz był zdumiony, gdy stan krytyczny chłopca minął. Lecz biorąc pod uwagę rozmiar i stopień obrażeń, uprzedzał jego mamę:
– Musi pani wiedzieć, że choć syn przeżył, to jednak już nigdy nie będzie mógł chodzić…
Tak się złożyło, że i te słowa doszły do uszu chłopczyka. I wtedy postanowił, że nie będzie kaleką. Będzie chodził. Mimo, że utracił władzę w nogach – chude jak patyki zdawały się być bezużyteczne…
Zwolniono go ze szpitala, na wózku inwalidzkim.
Co dzień mama masowała jego nogi. Nie miał w nich czucia, ale… miał wolę chodzić.
Gdy więc pewnego razu mama wystawiła go na zewnątrz, by nawdychał się świeżego powietrza i posiedział na słońcu, on rzucił się na ziemię. Wlokąc za sobą po trawie bezwładne nogi doczołgał się do białego płotu okalającego rodzinną działkę.
Bardzo trudno było mu podciągnąć się na ogrodzenie. Ale udało się. Potem, słupek po słupku, wlókł się wzdłuż płotu, przekonany, że w końcu będzie chodził.
Powtarzał to dzień w dzień. Wzdłuż ogrodzenia „wydeptał” ścieżkę, przekonany, że będzie chodził.
Niebawem, dzięki codziennym masażom, dzięki wytrwałości, dzięki stanowczej woli chłopiec uczy się stać. Potem uczy się chodzić, przystając co chwila, utykając. Z czasem chodzi coraz lepiej.
Najpierw chodzi do szkoły spacerkiem. Potem biega, biega dla samej radości, przyjemności biegania.
Gdy rozpoczyna naukę w college’u należy do drużyny lekkoatletycznej.
Niedługo potem, na Medison Square Garden, ten młody człowiek, który miał już nigdy nie chodzić, któremu przecież nie dawano nawet szans na przeżycie, dr Glenn Cunningham, poprawia rekord świata w biegu na dystansie 1 mili.
fragment: Balsam dla duszy
autorzy: J. Canfield i M.V. Hansen
Aż się prosi skomentować:
Skoro jestem Bożym dzieckiem, to niech się stanie wola moja
Zresztą ulubionym biblijnym wersem Glenna Cunninghama były słowa proroka Izajasza 40,31:
A tym, co ufają Panu, przybywa sił nowych i skrzydeł dostają jak orły. Biegną naprzód nie czując zmęczenia, poruszają się ciągle i nie są znużeni.



