Czasem ośmielamy się twierdzić, że czegoś chcemy. Może zdrowia. Albo sukcesu w innej dziedzinie. Ale czy naprawdę tego pragniemy? Jak przejawia się prawdziwe pragnienie? Zobaczmy.
Jeśli dla realizacji swojego pragnienia robisz tyle, co Bernard Palissy dla realizacji swojego – naprawdę tego chcesz…
Oto znamienny przykład Stanowczości Woli – życie Bernarda Palissy’ego.
Był on biednym chłopcem – zbyt biednym, aby stać go było na formalną edukację. Po latach wspominał:
Nie miałem żadnych książek poza niebem i ziemią, które są otwarte dla wszystkich.
Zdołał się nauczyć malowania na szkle, następnie rysunku, potem podstaw czytania i pisania. Żył w niedostatku. Rodzinę, żonę i trójkę dzieci, utrzymywał z trudem ze skromnej płacy malarza szkła.
Zainteresował się emaliowaniem wyrobów garncarskich. Zapoznał się z ówczesną wiedzą na ten temat, co wymagało dużo pracy i nauki. Gdy ujrzał piękną włoską wazę, podjął próby odkrycia planu jej odtworzenia.
Niezrażony ubóstwem, brakiem materiałów, porażkami
Eksperymentował i wymyślał nowe metody, niezrażony ubóstwem i brakiem materiałów do pracy. Ponieważ musiał utrzymywać rodzinę, swojej pasji mógł się poświęcać wyłącznie „po godzinach”.
Budował piece i kupował wyroby garncarskie niezbędne do eksperymentów, wydając przy tym ponad miarę. Rodzina Palissy’ego często nosiła łachmany z powodu jego manii eksperymentowania.
A każde doświadczenie okazywało się porażką. I było tak latami. Aż nagle pewnego dnia odniósł częściowy sukces, co tylko zaostrzyło jego apetyt. Za podsumowanie historii niechaj służą słowa angielskiego biografa:
„Aby dokonać wynalazku, czego, jak wierzył, był bardzo blisko, postanowił wybudować piec szklarski blisko swojego domu, gdzie mógł pracować w tajemnicy.
Przynosząc z cegielni na plecach cegły zaczął budowę własnoręcznie. Robił za murarza, robotnika i kogo trzeba. Upłynęło wiele miesięcy. W końcu piec był gotowy do użytku.
W międzyczasie Palissy wykonał dużą ilość glinianych naczyń, aby pokryć je emalią, gdy już będzie gotowa. Po wstępnym procesie wypalania pokrywał naczynia składnikami emalii i ponownie wkładał je do pieca w celu przeprowadzenia wielkiego, decydującego doświadczenia.
Mimo iż jego zasoby były na wyczerpaniu, Palissy od pewnego czasu gromadził duże ilości opału do przeprowadzenia ostatecznej próby i wierzył, że będą wystarczające.
„W końcu rozpalił ogień. Zaczęło się. Cały dzień przesiedział przy piecu, dorzucając opał. Siedział, obserwował i dorzucał opał również całą noc. Ale emalia nie chciała się rozpuścić.
Wschód słońca zastał go przy pracy. Żona przyniosła mu porcję skromnego śniadania, bo nie chciał się ruszyć od pieca, do którego co i rusz dokładał opał. Minął drugi dzień, a emalia wciąż się nie rozpuściła. Zaszło słońce i upłynęła kolejna noc.
Blady, wyczerpany, zarośnięty, niespokojny, ale niepoddający się Palissy zasiadł przy piecu, z niecierpliwością wyczekując chwili, aż emalia zacznie się rozpuszczać. Upłynęła trzecia doba, czwarta, piąta, a nawet szósta – tak, sześć długich dni i nocy niezłomny Palissy obserwował i pracował, nie pozwalając nadziei odejść; a emalia wciąż nie chciała się rozpuścić.
„Wtedy dotarło do niego, że być może jest jakaś wada w materiałach użytych do wyrobu emalii – być może coś było nie tak z topnikiem. Zaczął ucierać i łączyć świeże materiały potrzebne do przeprowadzenia nowego eksperymentu. Tak upłynęły dwa czy trzy tygodnie.
Ale jak kupić więcej naczyń? Bo te, które wykonał własnoręcznie do przeprowadzenia pierwszego eksperymentu zostały bezpowrotnie zniszczone długim wypiekaniem podczas drugiego doświadczenia. Nie miał żadnych pieniędzy, ale mógł przecież pożyczyć.
Nie upadał na duchu, aż dopiął swego
Nie upadał na duchu – mimo że żona i sąsiedzi uważali, że bezmyślnie marnuje swoje środki na bzdurne eksperymenty – aż dopiął swego.
Pożyczył od przyjaciela kwotę wystarczającą na zakup większej ilości opału oraz naczyń i znów był gotów na doświadczenie. Pokrył naczynia nową mieszanką, umieścił je w piecu i ponownie zapalił ogień. Była to ostatnia i najbardziej desperacka ze wszystkich prób.
„Ogień rozbłysnął, wytworzyło się duże ciepło, a emalia nadal się nie topiła. Zaraz zabraknie drewna na opał! Jak podtrzymać żar? Pale otaczające ogród – te się nadadzą! Trzeba je poświęcić, aby wielkie dzieło nie zakończyło się porażką.
Wyrwał pale z ogrodzenia i wrzucił do pieca. Na darmo! Emalia się nie rozpuściła. Potrzeba było jeszcze dziesięć minut ogrzewania. Za wszelką cenę trzeba zdobyć opał. Meble! Meble i półki w domu!
Z wnętrza dobiegał trzask łamanych mebli oraz krzyki żony i dzieci, które przestraszyły się, że Palissy traci rozum. Zabrał połamane stoły i wrzucił do pieca. Emalia nadal się nie stopiła. Zatem teraz półki!
Znów rozległ się trzask niszczonego drewna – Palissy połamał półki i wrzucił do ognia jak wcześniej meble. Wtedy żona i dzieci uciekli z domu i przerażeni biegli przez miasto krzycząc, iż biedny mąż i ojciec zwariował i łamie meble na opał.
„Palissy przez miesiąc nie zdejmował jednej koszuli i był naprawdę wyczerpany – zmęczony pracą, niepokojem, obserwacją i głodem. Zadłużony, wydawało się, że jest na skraju ruiny.
Ale w końcu odkrył sekret, ponieważ ostatnia fala ciepła stopiła emalię. Pospolite domowe brązowe naczynia po wyjęciu z wystygłego pieca były pokryte białą glazurą!
Za taką nagrodę był w stanie znieść wymówki, grubiaństwo i pogardę, i oczekiwać cierpliwie sposobności wprowadzenia w życie swojego odkrycia, gdy nadejdą lepsze dni.”
Był to przedostatni etap jego zmagań – pozostawał jeszcze jeden. Po tym, jak odkrył emalię, teraz musiał dopracować plany wyrobu naczyń. Nie miał pieniędzy. Raz musiał zdjąć z siebie ubranie i je oddać, aby zapłacić garncarzowi, który mu pomagał.
Jego nowe piece pękały i mijały lata na doskonaleniu kolejnych. Rodzina i przyjaciele nie ustawali w wyrzutach.
Zaniedbany schudł tak, że podwiązki już nie trzymały pończoch na łydkach, ale spadały na kostki. Częstokroć był zmuszony porzucać swoją pracę, aby zarobić na chleb dla rodziny.
Mimo że odkrycie emalii zabrało mu dziesięć lat, kolejne osiem poświęcił na dopracowanie planów produkcji nowych wyrobów.
Długo później tak o tym opowiadał:
Nadzieja stanowiła dla mnie inspirację i kontynuowałem pracę mężnie.
Czasem, kiedy przychodzili do mnie goście, zajmowałem się nimi uprzejmie, ale w rzeczywistości było mi ciężko na sercu. Najgorsze z wszystkich cierpień, które musiałem znosić to kpiny i złośliwości moich domowników, którzy nierozsądnie oczekiwali, iż będę prowadzić prace nie przeznaczając środków na ten cel.
Przez całe lata moje piece nie miały żadnej osłony ani ochrony. Kiedy zajmowałem się nimi w nocy, byłem zdany na łaskę i niełaskę wiatru i deszczu, bez jakiejkolwiek pomocy czy pocieszenia, chyba tylko z wyjątkiem zawodzenia kotów po jednej i wycia psów po drugiej stronie.
Czasami wicher uderzał tak wściekle w piece, że byłem zmuszony je zostawić i szukać schronienia w mieszkaniu. Przemoczony deszczem i w stanie nie lepszym niż gdybym został przeciągnięty przez bagno, szedłem na spoczynek o północy lub brzasku, wracałem do domu, potykając się bez światła i chwiejąc się na obie strony jakbym był pijany. A naprawdę byłem znużony obserwowaniem i przepełniony smutkiem z powodu zmarnowanego ogromnego nakładu pracy.
Lecz, niestety! Mój dom nie okazał się schronieniem; bo, jakkolwiek byłem przemoknięty i uwalany brudem, w mojej sypialni czekało mnie prześladowanie jeszcze gorsze niż pierwsze.
Nawet do tej pory napawa mnie zdumieniem, że nie pogrążyłem się całkowicie w moim smutku.”
Jednak ten człowiek – ucieleśnienie Stanowczej Woli – ostatecznie odniósł sukces i zyskał bogactwo. Wzory jego wyrobów obecnie kosztują krocie i uchodzą za skarby. Został Królewskim Garncarzem Francji i oddano mu mieszkanie w Tuilleries.
Przeznaczenie nie zdołało zapanować nad jego Wolą – to jego Wola stworzyła własne Przeznaczenie.
Gdy będziesz poszukiwać symbolu Stanowczej Woli, przypomnij sobie Bernarda Palissy. Jak śpiewa poeta:
Gwiazda niezwyciężonej Woli
Rozkwita w mym sercu i jestem
Pogodny, stanowczy, spokojny,
Cichości i samokontroli pełen.
cytuję za książką
The Will: It’s Nature, Power and Development (1909)
autor: William Walker Atkinson
zwrotka wiersza The Light of Stars Henry’ego Longfellowa w tłumaczeniu własnym
Komentarz: nie chodzi o to, aby dosłownie iść w ślady szesnastowiecznego francuskiego ceramika: spłodzić trójkę dzieci i trzymać je o chlebie i wodzie z powodu tego, że realizuje się marzenia, których spełnienie uczyni twoje imię niezapomnianym przez setki lat. Zwłaszcza, że Bernard Palissy swój żywot zakończył w więzieniu oskarżony o herezję. Czy takie przeznaczenie też stworzyła jego wola?
Chodzi o świadomość, jak niezłomna potrafi potrafi być ludzka wola. Przecież można ją zaprząc do osiągnięcia celu, który nikogo nie krzywdzi (oraz w sposób który nikogo nie krzywdzi). Na przykład do odzyskania zdrowia.
Że jest to możliwe – nawet wbrew wszelkim przeciwnościom losu – tego dowodzą historie już opublikowane na tej stronie oraz setki tych, które zostaną opublikowane.
Fundamentalne pytanie brzmi – czy na pewno pragniemy tego, czego jak nam się wydaje pragniemy? Pragniemy tego tak mocno, jak Bernard Palissy pragnął sukcesu w dziedzinie ceramiki?



