Osobiście kilkakrotnie przekroczyłem granicę śmierci podczas ataków poważnych chorób lub traumatycznych wydarzeń. Mój ojciec doświadczył takich samych przeżyć, ale żaden z nas nie miał wrażenia, że umierał. Przeciwnie. Intensywność bycia żywym, obudzonym i świadomym wszystkiego wzrastała tak bardzo, że poczucie umierania było odległe niczym najdalsze galaktyki. Dla kontrastu – bycie wciąganym z powrotem w chore ciało fizyczne przypominało umieranie.
Tak pisze Andreas Moritz w rozdziale 3 książki „Rak Nie Jest Chorobą”. Dla porównania w jednej z książek autorstwa Josepha Murphy znalazłem poniższą relację:
Wiele lat temu poważnie zachorowałem. Pozostawałem nieprzytomny przez prawie trzy dni, licząc naszą miarą czasu.
Przez cały ten okres byłem poza ciałem, rozmawiałem z krewnymi, którzy już dawno odeszli z tego świata. Rozpoznawałem ich nieomylnie.
Wiedziałem, że mam ciało, ale było ono inne, pozwalało mi przenikać przez zamknięte drzwi. Gdy tylko pomyślałem o jakimś miejscu – Paryżu, Londynie, Belgii – natychmiast się tam przenosiłem. Mogłem słyszeć i widzieć wszystko.
Rozmawiałem z przyjaciółmi i ukochanymi bliskimi w innym wymiarze życia. Nie posługiwaliśmy się żadnym innym językiem. Komunikacja odbywała się za pomocą myśli.
Nie było żadnych ograniczeń. Wszystko wydawało się żywe. Nie miałem poczucia upływu czasu, lecz uczucie wolności, uniesienia, ekstatycznego zachwytu.
Zobaczyłem lekarza wchodzącego do mego pokoju i usłyszałem, jak mówi: “On nie żyje”.
Czułem, jak dotyka moich oczu, sprawdza odruchy, i próbowałem mu powiedzieć, że żyję, ale on zdawał się nie wiedzieć, że tam jestem.
Dotknąłem go i powiedziałem: „Zostaw mnie w spokoju. Nie chcę wracać”.
Najwyraźniej jednak nie poczuł mojego dotknięcia ani nie usłyszał głosu. Zrobił mi zastrzyk, który zapewne stymulował akcję serca. Poczułem niepokój.
Nie chciałem wracać; tam, w stanie transcendencji, było tak pięknie. I już zaczynałem się cieszyć na myśl o nauce nowych rzeczy w tamtym wymiarze.
Przywracano mnie do ziemskiego życia, a ja czułem, że powracam do mojego ciała, jakby to było ciało śpiącego. Nagle poczułem się jak w więzieniu.
Kiedy się obudziłem, przeżywałem szok, niewątpliwie związany z powrotem do ciała ograniczonego trzema wymiarami.
Na ile się orientowałem, miałem za sobą doświadczenie zwane śmiercią. Zgodnie z naszym pomiarem czasu byłem nieprzytomny przez siedemdziesiąt dwie godziny.
Kiedy nazywają nas zmarłymi, funkcjonujemy po prostu w wyższym wymiarze umysłu.
Rozmawiałem potem z mądrym chirurgiem. Powiedział:
– Wie pan, bywa, że gdy operuję ludzi w głębokiej narkozie, relacjonują mi później wszystko, co w trakcie operacji mówiłem do pielęgniarki i jakie polecenia wydawałem asystentom. Zdarzyło mi się to wiele razy. Opowiadają, że unosili się wysoko nad stołem operacyjnym i słyszeli wszystko, co mówiłem. Widzieli wszystko, co robiłem. W ciągu dwudziestu pięciu lat musiałem wysłuchiwać takich opowieści setki razy.”
To prawda. Kiedy umierasz, zarazem się rodzisz.
autor: Joseph Murphy
fragment: Wykorzystaj swój potencjał przez potęgę podświadomości
Księga 5 Rozwiń Swoje Życie Duchowe
Rozdział 6, Każdy Koniec Jest Nowym Początkiem: Życie po Śmierci




