Ciało ma naturalną zdolność do (natychmiastowej) samoregeneracji, a największą przeszkodą w uzdrawianiu jest nasz niezdyscyplinowany umysł, twierdzi autor książki „Natychmiastowe uzdrawianie”.
Najczęściej w chwili, kiedy ciało jest zajęte radzeniem sobie z problemem, umysł odtwarza go po raz kolejny oraz wymyśla wszelkie przepełnione strachem rezultaty, co powoduje powstanie ogromnych ilości stresu, który przeszkadza ciału w wykonywaniu jego pracy.
Czy owe ogromne ilości stresu to skutek przepełnionych strachem myśli i obrazów, czy może na odwrót: zgromadzona w podświadomości negatywna energia skutkuje reakcją opartą strachu?
A może jeszcze inaczej: decydując się (zwykle nieświadomie) na reakcję opartą na strachu otwieramy wrota na negatywną energię z podświadomości zbiorowej. Zalewa nas lęk doświadczany od dawien dawna przez większość ludzi w podobnych sytuacjach. To nie nasz umysł reaguje, lecz umysł zbiorowy, masowy (chyba, że zdecydujemy się na niezależne myślenie i odczuwanie).
Jakby tego było mało, ciało musi sobie jeszcze zwykle poradzić ze wspomnieniami poprzednich negatywnych reakcji umysłu.
Jednym z rozwiązań jest uciszenie umysłu i zatrudnienie go, aby pomagał ciału w wykonywaniu potrzebnych napraw.
Właśnie. Tak czy inaczej możemy podjąć decyzję. Jakie możemy osiągnąć skutki, gdy użyjemy ramienia naszej woli? Serge Kahili King opisuje na własnym przykładzie:
Wydarzenie miało miejsce w trakcie wycieczki wzdłuż brzegu rzeki Wailua na Kauai. Pod koniec dnia podjąłem bardzo błędną i głupią decyzję, aby pójść mało uczęszczanym odnóżem rzeki.
Nie było tam żadnych ścieżek i musiałem iść, brodząc po kolana w rzece i ślizgając się na kamieniach. Błąd był tym większy, że miałem bardzo śliskie buty.
Brodziłem więc w strumieniu, przeskakując jak młoda kozica z kamienia na kamień, aż do momentu, kiedy wskakując na jeden z nich… ześlizgnąłem się.
W trakcie lotu koszącego wyciągnąłem przed siebie rękę, aby złagodzić upadek i trafiłem nią dokładnie w leżący przede mną kamień.
Trzy palce chrupnęły bardzo mocno i przeszył mnie ogromny ból.
Kiedy spojrzałem na moją dłoń, każdy z palców był wykręcony w innym kierunku.
Przysiadłem i zacząłem machać dłonią nad kamieniem, o który się uderzyłem, zatrzymując ją kawałek przed nim, po raz kolejny i kolejny. W tym samym czasie krzyczałem z całej siły: „Nic się nie stało” i walczyłem, aby zatrzymać mój umysł w chwili obecnej.
Była to ciężka walka, bowiem obrazy upadku i samego twardego lądowania ciągle pojawiały się w moim umyśle. Ale nie poddałem się i kontynuowałem swe działania przez ponad dwadzieścia minut.
Po upływie tego czasu spojrzałem na dłoń:
- ból minął prawie całkowicie,
- palce miały normalny kształt,
- a jedyną widoczną szkodą była opuchlizna na najmniejszym palcu.
Wróciłem do domu, popracowałem nad sprawą jeszcze trochę i po trzech dniach byłem całkowicie zdrowy.
Co ciekawe, po mniej więcej tygodniu od tego wypadku opowiadałem o nich przyjacielowi, a mój mały palec natychmiast ponownie spuchł. Użyłem opisanej tu techniki ponownie i opuchlizna natychmiast zeszła.
Od tego czasu musiałem wytrenować inną reakcję ciała, aby nie reagowało opuchlizną za każdym razem, kiedy będę komuś o tym opowiadał.
Jak wspaniale, że jako ludzie zostaliśmy obdarzeni takimi zdolnościami. Zachwycająca jest ich różnorodność – porównaj jak w podobnych przypadkach radził sobie psychiatra, David R. Hawkins.
fragment książki: Natychmiastowe uzdrawianie
autor: Serge Kahili King



