Wielce szanowny panie doktorze Murphy, może pan mój listy wykorzystać częściowo lub w całości, gdy uzna pan, że należy go przytoczyć.
Przed paroma laty mój najmłodszy syn zachorował na paraliż dziecięcy (polio, choroba Heinego-Medina). Lekarze uznali przypadek za nieuleczalny.
Wzbraniałam się przed przyjęciem takiego wyroku, ponieważ wiedziałam, że boska moc uzdrawiająca wyleczy mojego syna, i byłam przekonana, że Charles nie umrze. Wiedziałam, że moje przekonanie, jeśli będę je wzmacniać ogromną wiarą, zagnieździ się, wcześniej czy później, w mojej podświadomości i że wydarzy się cud, o który prosiłam w modlitwach.
Po siedemnastu dniach lekarz mi powiedział, że nie ma już żadnej nadziei i że gdyby nawet Charles przeżył, musiałby – mając uszkodzony mózg – całe życie spędzić na wózku inwalidzkim.
Odrzuciłam diagnozę lekarza i codziennie modliłam się żarliwie:
„Wiem, że Charles żyje życiem Boga”.
Był podłączony do respiratora. Modliłam się słowami Psalmu 91 i 23 i ciągle dodawałam:
„Charles żyje życiem Boga”.
Pewnej nocy podczas modlitwy wpadłam w stan półtransu i „zobaczyłam” swego synka szalejącego za domem; był pełen wigoru i młodzieńczego porywu. To był rzeczywiście on albo tak mi się wydawało.
Następnego dnia lekarz powiedział do mnie:
– Pani Hatcher, dzisiejszej nocy pani syn, co jest zupełnie niezrozumiałe, obudził się ze śpiączki, gorączka spadła i pytał o panią.
Charles został przeniesiony do Kliniki Dziecięcej. Miał tam codziennie zabiegi, a mnie pokazano, jak powinnam zadbać o niego w domu.
Po sześciu tygodniach wrócił do naszego domu.
Rok później, krzątając się w kuchni, usłyszałam zza domu głosy chłopców, którzy szaleli i śmiali się. Charles był wśród nich, tak samo jak w mojej wizji sprzed roku. Tryskał życiem i żył życiem Boga.
Wiem, że spotyka nas to, w co wierzymy.
Niech Pan będzie błogosławiony.
Hilda Hatcher, Los Angeles
fragment: Kosmiczny wymiar twojej mocy
autor: Joseph Murphy




