Kilka zwariowanych scen z życia Byron Katie:
Paraliż nie wystraszył jej, więc odszedł
Pewnego razu w 1986 roku podczas masażu doznałam nagłego paraliżu. Czułam się, jakby wszystkie więzadła, ścięgna i mięśnie napięły się do ostateczności.
To było jak zesztywnienie pośmiertne: nie mogłam wykonać najmniejszego ruchu.
W trakcie tego doświadczenia byłam absolutnie spokojna i radosna, ponieważ nie snułam opowieści, że ciało powinno w jakiś sposób wyglądać albo ruszać się płynnie.
Przemykały mi przez głowę myśli:
– O mój Boże, nie mogę się poruszać. Dzieje się coś strasznego.
Ale Praca, która żyła we mnie, nie pozwoliła, abym przywiązała się do którejkolwiek z tych myśli. Gdyby ten proces uległ spowolnieniu, można by wyrazić go słowami:
– Już nigdy nie będziesz mogła chodzić.
– Kochanie, czy możesz mieć pewność, że to prawda?
Te cztery pytania padają tak szybko. Wychodzą myśli naprzeciw w chwili, kiedy się pojawia. W którymś momencie, mniej więcej po godzinie, moje ciała zaczęło się rozluźniać i wróciło do tego, co ludzie nazywają „normalnym stanem”.
Moje ciało nigdy nie może być problemem, jeśli mój sposób myślenia jest zdrowy.
autor: Byron Katie
fragment: Kochaj, co masz!
rozdział 11. Praca dotycząca ciała i uzależnień
Przystawił jej pistolet do brzucha i groził, że ją zabije, a ona… czuła zachwyt
Mężczyzna przystawia mi pistolet do brzucha, odbezpiecza go i mówi:
– Zaraz cię zabiję.
Szokuje mnie, że tak poważnie traktuje swoje myśli.
W kimś, kogo rozpoznaję jako siebie, myśl o morderstwie wywołuje poczucie winy, które prowadzi do cierpienia, proszę go więc, najuprzejmiej jak potrafię, aby tego nie robił. Nie mówię mu, że myślę o jego cierpieniu.
Odpowiada, że musi to zrobić, i rozumiem to; pamiętam, że w dawnym życiu sama wierzyłam, że muszę coś zrobić. Dziękuję mu za to, że stara się, jak może, i zauważam, że jestem zafascynowana.
Czy ona właśnie tak umrze?
Czy właśnie tak skończy się jej opowieść?
Kiedy zaczyna mnie przepełniać radość, cudem jest dla mnie to, że opowieść nadal trwa. Nigdy nie można być pewnym zakończenia, nawet gdy następuje koniec.
Jestem poruszona widokiem nieba, chmur i drzew w świetle księżyca. Zachwyca mnie to, że nie umyka mi ani jedna chwila, ani jeden oddech mojego zadziwiającego życia.
Czekam.
I czekam.
I w końcu on nie pociąga za spust. Nie robi tego sobie.
Jak to mawiają taoiści: Największym mistrzem jest ten, kto nie musi walczyć…
Oddychała przez chwilę wodą
Któregoś dnia wzięłam łyk wody i jak to ludzie mówią, „poszło nie w ten otwór, co trzeba” – to znaczy, poszło w ten, w który miało iść, mimo że ludzie mówią, iż nie w ten powinno.
Oddychałam wodą, a nie powietrzem, ponieważ nie uwierzyłam w opowieść, że należy oddychać powietrzem, i nie było żadnego problemu.
Ponieważ nie miałam takiego przekonania, że „muszę oddychać”, przez chwilę lub dwie byłam rybą. Woda spłynęła w dół, a potem podeszła w górę. To było bardzo delikatne, jakby moje płuca były płukane.
Ale gdybym wierzyła, że „muszę oddychać”, mogłoby to być bardzo stresujące. Tak więc naprawdę jesteśmy stworzeniami ziemno-wodnymi. Nie możemy oddychać wodą przez dłuższy czas, ale jeśli musimy, możemy.
Nie ma strachu, nie ma agresji
Pewnego dnia, kilka lat temu, spacerowałam drogą, która okazała się prywatna i prowadziła do czyjegoś domu. Zauważyłam, że nie było żadnego zejścia z niej i że kilka dużych psów biegnie w moją stronę, szczekając głośno. Pomyślałam:
– Ciekawe, czy mnie teraz ugryzą.
Nie byłam w stanie stworzyć projekcji, że zrobiłyby to, więc nie było żadnego lęku.
Podbiegły do mnie, zawarczały i odsłoniły kły, zatrzymały się i mnie obwąchały.
Czekałam i obserwowałam, i zauważyłam, że jak na razie życie jest wspaniałe.
I wtedy odprowadziły mnie do początku drogi. One były szczęśliwe, ja byłam szczęśliwa… To było wspaniałe spotkanie.
autor: Byron Katie
fragment: Radość każdego dnia




