W 1992 roku u Brandon Bays zdiagnozowano zaawansowanego raka macicy, a ona sama natychmiast wyruszyła w ostatecznie uzdrawiającą i wyzwalającą Podróż w poszukiwaniu swej duszy. Zaledwie 6 tygodni później guz zniknął. Wyleczyła się z raka bez ingerencji medycznej!
Oto kilka cytatów ilustrujących tę niezwykłą historię. Więcej szczegółów na ten temat oraz na temat metody Brandon Bays w jej książce Podróż.
Nieważne, jak głęboki jest problem i jak długo z nim walczyłeś, masz możliwość osiągnięcia absolutnej wolności, pełni i zdrowia.
Bardzo dużo czasu spędziłam na kursach i warsztatach, ucząc się wszystkiego o uzdrawianiu ciała i duszy. Całe moje życie zdawało się obracać wokół zasad zdrowia i dobrego samopoczucia, a ja zdecydowanie tych zasad przestrzegałam.
A mimo to właśnie miałam przed sobą swój brzuch, tak wielki, jakbym była w ciąży, choć wiedziałam, że na pewno nie jestem. Jak to się stało, skoro wszystko robiłam dobrze?
W innym miejscu autorka pisze tak:
Sama będą związana z uzdrawianiem ciała i umysłu, prawdopodobnie wypróbowałam w ciągu ostatnich dwudziestu lat już wszystko. Czułam, że doświadczyłam każdej dostępnej metody leczenia i sądziłam, że poradziłam sobie ze wszystkimi problemami emocjonalnymi.
Zatem, kiedy mój brzuch wciąż rósł i rósł, nie przyszło mi na myśl, że może to być coś naprawdę poważnego. Muszę przyznać, że stałam się arogancka, myśląc, że nic mi nie grozi.
Ważna przestroga. Jak widać nie tylko przedstawiciele medycyny akademickiej dają się złapać w sidła arogancji.
Brandon następnie relacjonuje swoje spotkanie z panią doktor, która porównuje zdiagnozowanego guza do piłki koszykowej, a nawet plażowej. I zapewnia, że „operacja, i to natychmiastowa, jest jedynym rozwiązaniem.” Lekarka mówi tak:
– Brandon, wydajesz się być bardzo szczerą osobą, a czasem nawet ja polecam alternatywną medycynę naturalną, lecz tylko wtedy, gdy diagnoza wskazuje na możliwość skorzystania z takich metod. Jednak masa w twojej miednicy jest po prostu za duża, żeby można było w ogóle o czymś takim myśleć.
Wskazując na półki książek ciągnące się wzdłuż ścian jej gabinetu, tak jakby były one rozstrzygającym dowodem, mówiła dalej:
– W żadnej z tych książek nie ma ani jednego przypadku kobiety, która wyleczyłaby się naturalnymi metodami z masy miednicowej, takiej jak twoja. Zatem, nawet jeśli masz najlepsze pod słońcem intencje, nie mogę z czystym sumieniem wypuścić cię stąd w takim stanie, w jakim teraz jesteś. Moim obowiązkiem jako lekarza jest ratowanie życia, a ty musisz zostać przyjęta do szpitala dziś popołudniu.
Andreas Moritz w książce „Rak Nie Jest Chorobą” przypomina starą jak świat prawdę, że „Ograniczona wiedza – inaczej nazywana ignorancją – jest tak naprawdę rzeczą niebezpieczną.”
Jeśli do ignorancji dodamy arogancję i zarozumiałość, to otrzymamy ludzi, których sumienie będzie „nieczyste”, jeśli nie nakłonią cię do postępowania w sposób zgodny z ich niedoskonałą wiedzą! Którzy mówienie ci co masz zrobić będą uznawali za swój obowiązek.
Na szczęście Brandon nie poddała się i po półgodzinnych negocjacjach (!) wywalczyła kilka dni na powstrzymanie krwawienia, a jeśli tego dokona, to operacja zostanie odroczona o miesiąc.
Wychodząc z gabinetu, obejrzałam się i napotkałam zatroskane spojrzenie pani doktor. Wtedy uświadomiłam sobie, że ona naprawdę się o mnie martwi. W jej spojrzeniu zobaczyłam też jednak, że nie miała żadnych wątpliwości co do tego, że nie uda mi się wyzdrowieć samodzielnie.
Czyli, nazywając rzeczy po imieniu, mamy tu do czynienia z fałszywym współczuciem (kiedy ktoś się m a r t w i o nas, zamiast wspierać nas, dodawać otuchy i ożywiać), jak również pewnym rodzajem milczącej klątwy („na pewno ci się nie uda, nie uda ci się”).
Brandon wiedziała, co robi, kiedy podjęła pewną decyzję:
Mam tylko miesiąc. To cenny czas – pomyślałam. W tamtej chwili obiecałam sobie, że podzielę się problemem tylko z tymi ludźmi, co do których nie miała cienia wątpliwości, że będą mnie z całego serca wspierać, którzy będą pewni, że mogę wyzdrowieć i wyzdrowieję. Ostatecznie powiedziałam ośmiu osobom.
Fajnymi znajomymi się otaczała, prawda? Skoro znalazła aż osiem takich osób.
Tylko miesiąc – to cenny czas. A jaki czas nie jest cenny? Każdy z nas ma tylko kilkadziesiąt lat (może niektórzy nieco ponad sto) – one są równie cenne, co tamten miesiąc. Taka więc refleksja: po co – kiedykolwiek! – mielibyśmy dzielić się swoimi problemami z innymi ludźmi, niż tyko z tymi, co do których nie mamy cienia wątpliwości, że będą nas z całego serca wspierać i którzy będą pewni naszego sukcesu? Nie szkoda na to życia?
Brandon opisuje kroki, jakie podjęła aby wspierać ciało na poziomie fizycznym w czysto praktyczny sposób, niemniej jednak podkreśla:
Wiedziałam, że moją prawdziwą pracą będzie okrycie, jakie emocje były przechowywane wewnątrz guza. (…) Wiedziałam, że najistotniejszą pracę wykona ta cześć mnie, która sprawia, że rosną mi włosy i bije serce, że ogromnej odwagi będzie wymagało odprężenie się i poddanie wewnętrznemu spokojowi. To pozwoli wewnętrznemu przewodnictwu pokazać mi, jaki ma być następny krok.
Dobry kierunek. Cytowałem już przy innej okazji słowa Andreasa Moritza:
Intencja, jaka kieruje twoją decyzją, ma większą moc niż narzędzie uzdrawiania, które wybierzesz. Jeśli twoje decyzje motywuje strach, lepiej będzie, jeśli nie podejmiesz żadnego działania dopóty, dopóki stawisz mu czoła i nie przemienisz go w zaufanie i pewność siebie.
A Brandon Bays dzieli się z nami następującym spostrzeżeniem:
Gdy wypoczywałam w cichej kontemplacji, przyszło mi na myśl, że przez cały czas sądziłam, że guz uczepił się mnie, podczas gdy to ja kurczowo trzymałam się jego, broniąc się przed wspomnieniami i bolesnymi uczuciami, które w sobie zawierał.
Następnie autorka opisuje pracę, którą wykonała, aby usunąć guza. I relacjonuje wizytę u lekarki po miesiącu.
Guz zmniejszył się od rozmiaru piłki do koszykówki do rozmiaru melona. Brandon była trochę podłamana, doktor jednak zareagowała entuzjastycznie. To duża zmiana. Mimo to „guzy są nieprzewidywalne i trzeba go usunąć chirurgicznie”.
W pewnym momencie, niezbyt zainteresowana, pani doktor zapytała, co zrobiłam przez ostatni miesiąc, żeby wywołać tak radykalną zmianę. Miałam nadzieję, że naprawdę chciała usłyszeć o głębokiej Emocjonalnej Podróży uzdrawiającej, jaką odbyłam. Niewinnie, z ogromnym entuzjazmem rozpoczęłam swoją opowieść. Rozmówczyni szybko mi przerwała.
– Nie, nie, nie! Interesują mnie tylko fakty. Co robiłaś fizycznie? Co jadłaś? Czy zażywałaś jakieś zioła i jeśli tak, to jakie? Czy mocno zmieniłaś dietę? Czy podjęłaś jakąś aktywność fizyczną? Chcę wpisać fakty do kartoteki.
Wtedy Brandon ocknęła się. Przestała być pacjentem-baranem. Przebudziła się w niej lwica.
Gdzieś wewnątrz mnie drzwi zamknęły się z trzaskiem. Przestałam czuć się jak bezradna oferma i w końcu zrozumiałam: tej lekarki nie interesował obraz całości, ani prawdziwe fakty, wśród których jest też emocjonalna strona świata. Chciała tylko tego, co mieściło się w jej pojmowaniu faktu! Uświadomiłam sobie, że nie ma już o czym dyskutować i coś wewnątrz mnie powiedziało DOŚĆ.
Krótko i trochę szorstko podziękowałam pani doktor za jej czas i powiedziałam, iż wierzę, że guz nie będzie teraz na przemian rósł i zanikał, za to będzie trwała moja uzdrawiająca podróż. Była zdecydowana uszanować swoje ciało i dać mu tyle czasu, ile potrzebuje na ukończenie procesu uzdrawiania.
Lekarka osłupiała. Stała się nieprzyjemna, gdy próbowała przekonać mnie, że żyję w świecie marzeń i stale powtarzała, że operacja jest dla mnie jedyną możliwością. Wychodząc spojrzałam na nią z dziwną mieszanką współczucia i odrazy – czy leczenie to tylko dieta i zażywane lekarstwa? Uświadomiła sobie, że po prostu taki był jej sposób postrzegania świata i to nie jej wina (…)
Uświadomiłam sobie, że w pewien sposób każdy sam musi podążać własną, wyjątkową ścieżką uzdrowienia. Duchowa transformacja to podróż wewnętrzna – osobista droga, na której dusza zdobywa wiedzę i wolność. Każdy z nas musi doświadczyć jej samodzielnie.
Jak to mówią: bądź sobą. Jest to jedyna rzecz, w której naprawdę nikt nie może cię zastąpić.
Albo słowami Emersona (którego Mickiewicz nazywał współczesnym Sokratesem): Być sobą w świecie, który notorycznie próbuje uczynić cię kimś innym to największe osiągnięcie.
Jeszcze tylko jeden inspirujący cytat z książki:
Uczyłam się u doktora Deepaka Chopry wiele lat przed tym, zanim zaczął przyjeżdżać na Mistrzostwo, i nie miałam pojęcia, jak wielką rolę odegra jego praca w moim uzdrawiającej podróży.
Nigdy nie myślałam, że niezliczone zbadane przypadki osób, którym na przekór wszystkiemu udało skutecznie się wyleczyć, staną się dla mnie tak inspirującym i fundamentalnym przykładem.
Czytałam o ludziach cierpiących na raka mózgu, nowotwory kości i inne choroby znacznie poważniejsze od mojej, którzy zdrowieli w rekordowym czasie. Pewna kobieta, której całe ciało wyniszczały nowotwory, i której wieczorem postawiono diagnozę, że umrze w ciągu trzech godzin, rankiem obudziła się całkowicie zdrowia.
Dzięki temu wiedziałam, że skoro innym się udało, to ja też na pewno mam duże szanse. To dzięki ich wspaniałym przykładom, a także innych ludzi, którym pomagałam i z którymi pracowałam przez lata, nie miałam żadnych wątpliwości, że moja uzdrawiająca podróż jest możliwa.
Dalszą część historii o tym, jak sama Brandon Bays stała się takim inspirującym miliony osób przykładem poznasz z lektury jej książki.
autor: Brandon Bays
fragment: Podróż The Journey





