Książka „Cień Hipokratesa. Tajemnice Domu Medycyny”, David H. Newmann, wydawnictwo Znak.
Z informacji wydawcy:
„O czym lekarze nie mówią swoim pacjentom? Sekrety i tajemnice lekarskiego fachu odkrywa przed nami doktor David H. Newman – przez lata pracujący na oddziale ratunkowym nowojorskiego szpitala.
Każdy pewnie zna słynną zasadę Hipokratesa – „po pierwsze nie szkodzić”. Mało kto jednak wie, że ów starożytny lekarz, zwany „ojcem medycyny”, nawiązywał bardzo bliskie relacje ze swymi pacjentami, poznawał ich bliskich i otoczenie, zanim zdecydował się postawić diagnozę i zalecić odpowiednią kurację. Obecnie ta więź łącząca lekarza i chorego została zerwana, a codzienna praktyka lekarska niewiele ma wspólnego z przysięgą Hipokratesa.
W tej prowokującej do dyskusji książce doktor Newman rozprawia się z wieloma medycznymi mitami. Pokazuje między innymi, dlaczego syrop na kaszel rzadko bywa skuteczny i jak to się dzieje, że mammografia przynosi więcej szkody niż pożytku, prawie każda resuscytacja kończy się fiaskiem, a antybiotyki przypisywane na ból gardła mogą być po prostu niebezpieczne. Autor udowadnia również, jak potężny wpływ na zdrowie pacjentów może mieć – lekceważony przez lekarzy – efekt placebo, a zarazem, jak zwodnicza bywa nadmierna ufność w statystyki i badania.
Dzięki niezwykłym i trzymającym w napięciu opowieściom wprost z sal szpitalnych i gabinetów lekarskich Newman odkrywa, co szwankuje w relacjach lekarzy z pacjentami i próbuje znaleźć odpowiedź, jak tę zerwaną więź odbudować.”
Dlaczego warto:
Dziś wielu ludzi wierzy bezkrytycznie i bezrefleksyjnie medykowi – jak kiedyś księdzu, zaś nauka bywa zaślepiona, dogmatyczna i autorytatywna jak religia w średniowieczu. A przecież lekarz i naukowiec też człowiek (często również i biznesmen 😉 – myli się i błądzi. Jeśli potrafi to przyznać, a pacjent zaakceptować, to razem, w atmosferze wzajemnego zrozumienia i życzliwości mogą prowadzić dialog, dzięki któremu obaj mogą doskonalić swoje życie.
Jestem pod ogromnym wrażeniem rozsądku autora oraz taktu, z jakim porusza (jako praktykujący lekarz) kwestie tak trudne i drażliwe dla swojego środowiska zawodowego (i w ogóle dla społeczeństwa). Zero stronniczości. Zero agresji. Pełna pokora. Szczera, bezinteresowna chęć poznania i czysta wola zrozumienia problemów i odkrycia prawdy. Naprawdę czapki z głów przed takimi ludźmi.
Cytaty zachęcające do lektury: (wytłuszczenia własne)
Jeśli Hipokrates to ojciec praktykowanej dziś sztuki medycznej, to my jesteśmy jego zbuntowanymi, zdezorientowanymi i skupionymi na sobie nastoletnimi dziećmi.
s. 8
To, że lekarze często nie znają odpowiedzi, których poszukują razem z pacjentami, stanowi medyczny sekret, symptom cichego i wszechobecnego oszustwa.
s. 28
Choroba znana w kręgach medycznych jako infekcja górnych dróg oddechowych, czyli po prostu przeziębienie i towarzyszące mu często inne dolegliwości, takie jak choćby zapalenie ucha, to najczęstszy powód wizyt u lekarza w Stanach Zjednoczonych. A jaki lek poleca stosować na tę przypadłość współczesna wiedza medyczna? Jak powszechnie wiadomo – współczucie, a oprócz niego wszelkiego rodzaju środki działające objawowo (choćby takie jak lek przeciwbólowy, który podałem Steviemu). To wszystko, co mamy do zaoferowania, bo na pewno nie znamy żadnej terapii. Infekcje górnych dróg oddechowych powoduje spora grupa różnorodnych wirusów, ale nie znamy leku, który mógłby im skutecznie przeciwdziałać Skoro jednak wiemy, że infekcje górnych dróg oddechowych wywołują wirusy, dlaczego w połowie przypadków tego typu infekcji pacjentom w Ameryce przepisuje się antybiotyki, choć nie działają one na wirusy?
s. 41
Ale w sprawę zaangażowana jest także trzecia [poza lekarzami i pacjentami] grupa, która najsilniej wspiera kampanię na rzecz bezowocnych i niebezpiecznych terapii. Spośród wszystkich trzech ta ma najwyraźniej określony cel – chodzi oczywiście o firmy farmaceutyczne.
s. 44
Dzisiaj na receptę i w wolnej sprzedaży można kupić mnóstwo lekarstw na kaszel, które stosują przeważnie chorzy na zapalenie oskrzeli i przeziębienie. To przede wszystkim cukierki, syropy, pastylki do ssania, środki do pędzlowania, proszki, pigułki i wiele innych cudownych środków. Które działają najlepiej? Obojętne, co się wybierze, bo jak wskazują najnowsze badania, żaden z tych środków nie leczy infekcji w stopniu większym niż placebo i żaden nigdy nie leczył. Kaszel to po prostu kolejna dolegliwość, na którą nie mamy lekarstwa ani skutecznej terapii.
s. 46
Amerykańskie Towarzystwo Medyczne reprezentuje interesy wszystkich lekarzy, Amerykańskie Kolegium Radiologów – interesy radiologów, a Amerykańskie Kolegium Chirurgów – interesy chirurgów. Naczelna misja, jaką wypełniają te stowarzyszenia, polega na prowadzeniu lobbingu na rzecz ich członków, którzy każdego roku płacą składki. Ich zadanie nie polega na dostarczaniu obiektywnych informacji opinii publicznej ani na rekomendowaniu określonej opieki medycznej. Choć trudno podejrzewać, żeby ktokolwiek w tych organizacjach z premedytacją rozpowszechniał nieprawdziwe informacje, to jednak rekomendacje tych grup mają przynosić korzyści także członkom organizacji.
Literatura psychologiczna pełna jest opisów badań dowodzących, że konflikt interesów (pieniądze, opinie, względy itp.) często ma nieświadomy wpływ na decyzje, choć osoba podejmująca decyzję niekoniecznie musi zdawać sobie z tego sprawę. Nie trzeba więc mieć złych intencji, żeby podjąć stronniczą decyzję.
s. 53
Faktycznie, przeprowadzający weryfikację doszli do wniosku, że wykrywali zbyt wiele nowotworów – prawie 70 procent ustąpiłoby bez leczenia albo nigdy nie zostałoby wykryte. Ale kiedy je wykryto, wszystkie poddano terapii. A troje dzieci, które zmarły w grupie poddawanej profilaktycznym badaniom, zmarło z powodu terapii, której je poddano: dwoje w wyniku komplikacji pooperacyjnych, a jedno w trakcie chemioterapii. Wszystkie programy wykrywania neuroblastomy na świecie przerwano.
s. 56
Reklama, oczekiwania kulturowe i oparte na braku wiedzy zalecenia stowarzyszeń zawodowych to źródła błędnych informacji, które często utrudniają lekarzom zrobienie tego, co należy. Jednak odgrywanie owych bezowocnych rytuałów to dokonywane na wielką skalę i wysoce szkodliwe oszustwo, oznaczające odwrócenie się od uniwersalnego prawa moralnego, o którym pisze Sherwin i które zawiera w sobie formuła przysięgi Hipokratesa.
s. 59
Przyjmowanie antybiotyków powoduje często kłopotliwą biegunkę albo infekcje drożdżycowe właśnie z powodu wyniszczenia flory bakteryjnej. Dlatego w przypadku większości infekcji (prawie wszystkich przeziębień, zapalenia oskrzeli, zapalenia zatok, infekcji ucha, chorób podobnych do grypy, bólu gardła, kichania i większości przypadków kaszlu i gorączek) lekarze i pacjenci powinni zmierzać w tym samym kierunku, próbując zmniejszyć dyskomfort pacjenta, a nie zniszczyć wirus. Nasz układ odpornościowy zrobi to za nas. Po to przecież jest.
s. 60
Choć badania krwi wykonuje się powszechnie w celu zdiagnozowania raka prostaty, udowodniono, że nie przyczyniają się one do ratowania życia.
s. 61
Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę (błędną i niewiarygodną) statystykę, która rzekomo pokazywała spadek umieralności na raka piersi dzięki zastosowaniu mammografii, to nie możemy też przeoczyć tego, że ogólna umieralność w grupie osób, u których stosowano mammografię, nie została zmniejszona.
s. 65
Przede wszystkim trzeba pamiętać, że w wypadku badań obejmujących setki tysięcy osób niezwykle trudno jest zarejestrować dokładnie wszystkie dane.
s. 67
Rezultaty okazały się zdumiewające. Kiedy każdy z lekarzy przestudiował tę samą setkę wyników EKG, ich diagnozy nie zgadzały się w dwóch trzecich przypadków. Co więcej, kiedy kardiologom podsuwano w tajemnicy kilkakrotnie to samo EKG, ich własne wyniki nie zgadzały się w ponad 10 procentach przypadków.
s. 73
Krytycy sponsorowania badań medycznych przez firmy farmaceutyczne często dowodzili, że proceder ten prowadzi do nieobiektywnych wyników badań. Zresztą analizy statystyczne potwierdziły, że raporty sponsorowane przez producentów leków znacznie częściej okazują się korzystne dla sponsorujących firm niż raporty niezależne. Choć nie ma niezbitych dowodów na to, że otrzymane wsparcie finansowe wpłynęło na autorów artykułu, to nie sposób nie odnotować istnienia tego problemu.
s. 83
Zarówno pacjenci, jak lekarze uparcie nie chcą przyjąć do wiadomości, że każde badanie od czasu do czasu daje fałszywe wyniki, dlatego wyniki badań nie informują nas o obecności choroby. Wskazują one tylko na to, czy po ich wykonaniu zwiększa się, czy zmniejsza p r a w d o p o d o b i e ń s t w o jej wystąpienia.
s. 122
Co więcej, w naszym przeciążonym i kosztownym systemie opieki społecznej źle dobrane badania diagnostyczne stanowią jedno z najpoważniejszych, a jednocześnie możliwych do umknięcia obciążeń budżetu. Chcemy mieć dostęp do technologii i pragniemy złudnej pewności, jaką dają nam badania i nowoczesna aparatura. Wierzymy, że można im zaufać. Ironia polega na tym, że nie tylko nie można zawsze ufać testom, ale także oddalają one pacjentów i lekarzy od jedynego godnego zaufania źródła – od siebie nawzajem. I jedni, i drudzy twierdzą, że chcą poświęcać sobie więcej czasu, a jednak siłą bezwładu i wbrew wszelkim intencjom i życzeniom pacjenci i lekarze oddalają się od siebie, a zarazem od samych korzeni medycyny.
s. 127
W medycynie, tak jak w wielu innych dziedzinach, niektóre zasady to aksjomaty. Często o tych zasadach nauczają starsi rangą lekarze, którzy przejęli te pewniki od swoich przełożonych. Po prostu przekazują je z pokolenia na pokolenie. Ale z reguły sami nie analizują dowodów.
s. 137
Lekarze – zresztą jak wszyscy – często wolą trwać przy zdobytej już wiedzy i nie lubią, kiedy próbuje się ich przekonać, że zostali źle wykształceni. Próba przekonania ich, że powinni bardziej intensywnie leczyć ból, żeby zrezygnowali z przepisywania antybiotyków na choroby gardła albo zaczęli stosować adrenalinę, kiedy znieczulają palec, może zostać odczytana jako atak na same podstawy wiedzy medycznej i lekceważenie dla wyników wieloletniej praktyki. To dość wysoka stawka, dlatego lekarze czasem nie tylko wierzą, że coś jest prawdą, ale także chcą, żeby tak było. A jeśli chce się, żeby coś było prawdą, to fakty zdają się temu podporządkowane, niezależnie od siły dowodów.
s. 147
Doktor Sydney Burwell, od 1935 do 1949 roku dziekan wydziału medycznego Uniwersytetu Harvarda, zwykł powtarzać studentom, że w ciągu dziesięciu lat połowa tego, czego się nauczyli, studiując medycynę, okaże się nieprawdziwa.
s. 155
Nauka ma swoje ograniczenia. Każdego dnia z powodu braku dowodów lekarze muszą podejmować decyzje oparte jedynie na niepewnych przesłankach. W wielu dziedzinach medycyny można udzielić godnych zaufania i popartych dowodami odpowiedzi. I te odpowiedzi nie budzą wątpliwości. Często lekarze nie wiedzą, że istnieją dowody świadczące przeciwko ich praktyce opartej na ślepej wierze w to, czego nauczyli ich poprzednicy. A czasem lekarze doskonale wiedzą, że takie dowody istnieją, ale uparcie trwają przy dawnych poglądach i praktykach.
s. 156
Rezultaty badania były szokujące, nawet dla ortopedów, którzy na co dzień wykonują operacje kolana. Fałszywe operacje okazały się nie mniej skuteczne niż oba rodzaje prawdziwych.
s. 160
Dalsze badania zakwestionowały słuszność teorii, na której opierała się operacja podwiązania tętnic. Nie istnieje bezpośrednie połączenie między tętnicami sercowymi a podwiązywanymi arteriami, a więc blokowanie tych drugich nie zwiększa przepływu krwi w sercu. Dlaczego więc przez tyle lat operacja ta przynosiła pozytywne rezultaty? Być może dlatego, że efekt placebo to fakt i może on oddziaływać na organy wewnętrzne, na przykład poprawiając przepływ krwi w sercu i zmniejszając ból.
s. 161
„Prawdziwe” lekarstwo obniża ciśnienie krwi, ale tak działa również „fałszywa” pigułka, choć nieco mniej skutecznie. „Prawdziwe” leki przeciwko astmie rozszerzają drogi oddechowe i ułatwiają oddychanie. Ale u pacjentów z astmą obserwuje się ten sam efekt, kiedy uprzedza się ich, że otrzymają lek na rozszerzenie dróg oddechowych, a potem każe im się wdychać placebo.
s. 168
W obu grupach podano tylko placebo, ale zadziałało ono znacznie silniej w drugiej grupie, kiedy lekarz wierzył, że zastrzyk może zawierać lek odurzający. Choć oddziaływanie było różne w tych przypadkach, jedyna różnica polegała na tym, w co wierzył lekarz.
s. 171
W wypadku mammografii nie sposób wyliczyć NNT, ponieważ analizy wykazały, że badanie to nie przynosi żadnych korzyści.
s. 200
A zatem zapobiegając jednemu przypadkowi gorączki reumatycznej poprzez podanie antybiotyków milionowi osób, jednocześnie wywołujemy biegunkę u stu tysięcy, wysypkę u stu tysięcy i infekcję drożdżycową u stu tysięcy. I zabijamy dwieście czterdzieści osób.
s. 201
Niestety badacze napotkali wkrótce jeszcze jeden, znacznie poważniejszy problem. Do redakcji „British Medical Journal” nadszedł list, którego autor donosił, że autorzy badania przedstawili wyniki tylko z sześciu miesięcy, tymczasem całe badanie trwało rok. Kiedy wzięto pod uwagę dwanaście miesięcy, wynik okazał się jeszcze mniej korzystny dla Celebrexu niż poprzednio. Żadną miarą nie dało się już ukryć, że lek się nie sprawdza. Dzięki nowemu badaniu i nowym analizom informacja o nieskończenie wysokim NNT dotarła do opinii publicznej. Ale Agencja do spraw Żywności i Leków już wcześniej dopuściła go na rynek.
Drugie badanie, przeprowadzone w 2000 roku, polegało na porównaniu Vioxxu z naproksenem. Wykazało ono różnicę jeszcze mniej znaczącą niż poprzednie badanie Celebrexu. (To badanie, podobnie jak badanie Celebrexu, również stanęło pod znakiem zapytania, okazało się bowiem, że jego autorzy nie włączyli do końcowego raportu informacji o wzroście liczby zawałów).
s. 207
Zamieszanie wokół Celebrexu i Vioxxu wywołało co najmniej kilka czynników. Niebagatelną rolę odegrał sposób przygotowania raportu na temat tych leków (nie uwzględniono danych z sześciu miesięcy, uwypuklono mniej ważne statystyki, które stawiały badane leki w lepszym świetle). Nie sprawdziły się również instancje kontrolne.
s. 209
Po pierwsze, należy uznać, że efekt placebo (i reakcja na znaczenie) zachodzi naprawdę, choć wielu lekarzy traktuje go jako pozostałość po epoce myślenia magicznego. Po drugie, trzeba zrozumieć, że więź między lekarzem i pacjentem ma dokładnie takie samo znaczenie jak wszystkie leki opracowane przy użyciu naukowych metod.
s. 213
Kiedy Celebrex i Vioxx dopuszczono do sprzedaży, a my zlekceważyliśmy ich NNT, zapłaciliśmy za to i wciąż płacimy cenę ludzkiego życia. Kiedy zachęcamy kobiety, aby wykonywały rutynowo mammografię, choć wiemy, że jej NNT jest bardzo wysokie, płacą one za to cenę w postaci mastektomii, biopsji i lęku w wypadku bardzo częstych fałszywie pozytywnych wyników. Kiedy beta-blokery włączamy do leczenia, nie sprawdziwszy wcześniej ich NNT, zachęcamy szpitale, żeby szkodziły pacjentom. Kiedy lekceważymy NNT antybiotyków stosowanych przeciwko infekcjom paciorkowcowym, nie tylko niczego nie zyskujemy, ale stwarzamy zagrożenie dla naszych dzieci i nas samych.
s. 217
Hipokrates wierzył, że najskuteczniej leczą nie metody naukowe, ale sama obecność drugiego człowieka. (…) Dziś uprawiamy Sztukę, która często przedkłada metodę nad cel, naukę nad człowieka. Kiedy NNT jakiegoś aktywnego składnika wynosi sto, próbujemy wyleczyć jednego pacjenta, nie zważając na ryzyko, na jakie narażamy dziewięćdziesięciu dziewięciu pozostałych.
s. 218
Siła sekretu tkwi w tym, że służy on do oddzielenia wtajemniczonych od niewtajemniczonych. Chciałem nieco zneutralizować jej działanie, spisując listę powszechnie skrywanych sekretów lekarzy: nasza wiedza ma znacznie więcej ograniczeń, niż nam się wydaje, zalecamy i stosujemy terapie, o których wiemy, że nie odnoszą pozytywnych skutków, na poziomie systemu nikt nie troszczy się o komunikację z pacjentami, bardziej ufamy technologii niż badaniu fizykalnemu, otwarcie lekceważymy niepodważalne dowody, odrzucamy placebo jako wierutną bzdurę, a jednocześnie po cichu akceptujemy je i stosujemy, wiemy doskonale, jaką korzyść może przynieść pacjentowi określona terapia, ale bardzo rzadko go o tym informujemy.
s. 224
W Stanach Zjednoczonych władzę nad tym systemem sprawuje niewidzialna ręka rynku. (…) Czy zatem w naszym systemie zysk ma większe znaczenie niż podaż? Odpowiedź brzmi: tak. W 2006 roku wydaliśmy ponad siedem tysięcy dolarów na opiekę nad jednym pacjentem, czyli o wiele więcej niż w jakimkolwiek innym kraju. (…) Zarazem pod względem średniej długości życia, umieralności niemowląt, liczby przypadków śmierci matki w czasie porodu i innych kluczowych kategorii, zajmujemy ostatnie miejsca wśród krajów uprzemysłowionych. Wydajemy najwięcej na świecie (zwiększając zyski), a skuteczność (ilość i jakość oferowanych przez nas usług) utrzymuje się na bardzo niskim poziomie. Nie ma więc wątpliwości, że zyski przeważyły nad podażą.
s. 225
Atul Gawande w artykule The Checklist (Lista kontrolna) opisuje badania nad niezwykle prostą metodą zapobiegania infekcjom na oddziałach intensywnej terapii. (…) A jednak tej innowacyjnej i niedrogiej metody prawie w ogóle się nie stosuje. Zamiast tego tysiące pacjentów zapada na infekcję, a miliardy dolarów wydaje się na antybiotyki, uposażenie personelu medycznego i inne środki konieczne do jej wyleczenia. Jak pisze Gawande, gdyby ta metoda miała status produktu jako opatentowana technika albo gdybyśmy mieli do czynienia z tabletką, już dawno wszyscy by ją stosowali. Ale przecież nie można kazać komuś płacić rachunku za to, że ktoś inny postępował wedle spisanej w punktach instrukcji. A zatem metoda ta nie przynosi zysku.
s. 226
To bardzo złożona zasada (głowił się nad nią nawet Einstein), ale mówi ona jasno, że wiedza i obserwacja w naukach ścisłych mają swoje ograniczenia, z których zakresu nawet nie zdajemy sobie sprawy.
s. 233
Niektórzy mylą zasadę nieoznaczoności z kwestią wpływu obserwacji naukowej na badane zjawisko i twierdzą, że sam akt obserwacji wpływa na obserwowany przedmiot. Ta pokrewna kwestia ma również ogromne znaczenie dla medycyny. Współcześni lekarze oszukują się, udając stoickich, obiektywnych i zdystansowanych obserwatorów. Nasza obecność zmienia trajektorię rozwoju choroby i ma decydujący wpływ na doświadczenie pacjenta. Nie jesteśmy zdystansowanymi obserwatorami. I nie powinniśmy być. Stanowimy integralną i niezwykle istotną część choroby i procesu leczenia.
s. 234
Gödel udowodnił matematycznie i niepodważalnie, że spójność logiczna i prawda nie są tożsame.
s. 235
Wielokrotnie badania medyczne dowiodły, że nauka i technologia mogą tylko wspomagać interpretacje dokonywane przez ludzi z właściwą im tylko wrażliwością. Wewnętrzna spójność, typowa dla logiki komputerowej i systemów matematycznych, to jeszcze nie jest prawda.
s. 236
Nauka i wspierana przez nią technologia urosły do rangi nowej religii i jej wyznawcą staje się dziś właściwie każdy człowiek.
Twierdzenie Bayesa, zasada Heisenberga i dowód Gödla zakwestionowały zdolność metod naukowych do docierania do prawdy.
s. 237
Coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, jak ograniczony wpływ ma nauka na nasze życie. (…) W okresie najbardziej intensywnego rozwoju technologii medycznej czterokrotnie więcej osób zmarło wskutek błędów lekarskich, niż zostało uratowanych dzięki nowemu sprzętowi.
s. 238
Dominująca w naszej kulturze wiara w naukę przekroczyła pewien próg: wiara w możliwość osiągnięcia określonych celów za pomocą metod naukowych stała się istotniejsza niż osiągnięcie tych celów.
s. 239
Możemy jednak naprawić błędy. Co stanęło pomiędzy nami i pacjentami? Fanatyczna wiara w moc nauki.(…) Trzeba znowu uwierzyć w to, że ludzie znaczą o wiele więcej niż nauka.
Tej zmiany nie da się jednak dokonać bez rezygnacji z niektórych korzyści, jakie przynosi nauka i technologia. Lekarze i pacjenci mogą nadal wierzyć w potęgę nauki i w to, że pomaga ona ratować życie i poprawiać jego jakość. Ale musimy też zrozumieć, że tylko wtedy osiągniemy prawdziwe korzyści, kiedy naukę wprzęgniemy w służbę ludzkim zasadom i priorytetom. I że równie wiele możemy osiągnąć bez pomocy technologii. (…) Zdołamy naprawić zło, kiedy lekarze i pacjenci zaczną domagać się od siebie nawzajem szczerej komunikacji. Wtedy przestaniemy potrzebować tajemnic, bo nie będziemy mieli nic do ukrycia, i znów zaczniemy hołdować przysiędze Hipokratesa. Prawda pozwoli nam zasypać przepaść.
s. 241
Recenzje:



