Każdy, kto odbiera drugiemu człowiekowi myślą, mową lub uczynkiem nadzieję powinien zapoznać się z historią Anity Moorjani.
Światowa onkologia prawdopodobnie nie zna (jeszcze) podobnego przypadku. Wrócić do zdrowia z tak zaawansowanego nowotworu, jaki miała Anita Moorjani, w dodatku w tak krótkim czasie – jeśli nawet ktoś inny gdzieś kiedyś tego dokonał, to nie istnieje dokumentacja medyczna. (Co zatem pseudoracjonalistyczne i pseudosceptyczne głowy na to? “Niemożliwe!”).
Ale ten przypadek jest udokumentowany.
Czarno na białym mamy historię choroby i uzdrowienia, którego naukowcy jeszcze nie rozumieją. Onkolodzy z całego świata – jeśli tylko chcą, a niektórzy chcą i tym chwała! – mogą poszerzać swoje horyzonty, studiując przypadek autorki książki “Umrzeć, by stać się sobą”.
Jest to wspaniały zastrzyk nadziei dla każdego, kto usłyszał diagnozę: nowotwór. I zresztą każdą inną. Zwłaszcza dla tych, którym nikt nie dawał szans na przeżycie. Na ozdrowienie nigdy nie jest za późno (i nie pozwól, aby jakikolwiek szarlatan – bo tak trzeba nazywać terapeutów, którzy bawią się we wróżki i proroków – wybił Ci to z głowy!).
Oto znamienne fragmenty rozdziału 18 (Pytania i odpowiedzi).
“PYTANIE: Jakich różnic doświadczyłaś pomiędzy wschodnim a zachodnim systemem uzdrawiania?
ANITA MOORJANI: Przeskakiwanie z jednego do drugiego spowodowało chwiejność mojego stanu emocjonalnego.
Lekarze zachodni skupiali się wyłącznie na raku, co sprawiało, że czułam, jak gdyby coś atakowało moje ciało z zewnątrz, coś, czego trzeba się pozbyć. Innymi słowy, rak jest wrogiem i należy go zaatakować. Ich diagnoza zawsze siała we mnie lęk.”
“Ich diagnoza zawsze siała we mnie lęk.” – to jest jedna z najpoważniejszych bolączek zachodniego systemu leczenia. Od lekarzy począwszy, przez “kochających” bliskich, na mediach skończywszy – wszyscy sieją lęk i panikę. A lęk nie wzmacnia. Żadnego organizmu, żadnej drużyny, żadnej komórki. Nigdy. (Jeśli więc ktoś sieje w Tobie lęk możesz być pewien, że taki doradca nie jest po twojej stronie, niezależnie od tego, co deklaruje).
Jeden z najważniejszych powodów, dla których wydałem książkę “Rak nie jest chorobą”: pomóc ludziom porzucić strach i odzyskać wiarę.
Lekarze wschodni (zarówno ajurwedyjscy, jak i tradycyjnej medycyny chińskiej) patrzyli na moje samopoczucie w bardziej holistyczny sposób. Postrzegali moją chorobę jako sposób, w który ciało próbuje uleczyć się z zaburzeń równowagi – nie tylko fizycznej, lecz także emocjonalnej i mentalnej. Rak był tak naprawdę moim sprzymierzeńcem. Metody te były bardziej kojące i dawały mi więcej nadziei.
“Postrzegali moją chorobę jako sposób, w który ciało próbuje uleczyć się z zaburzeń równowagi – nie tylko fizycznej, lecz także emocjonalnej i mentalnej.” – czyli wychodzi na to, że Andreas Moritz (zresztą specjalista medycyny ajurwedyjskiej) nie pisze nic odkrywczego…
Teraz, po moim NDE [Doświadczenie Bliskie Śmierci], łatwiej mi jest dostrzec, że rak sam w sobie nie był moim wrogiem ani chorobą. Wiem, co chciał mi powiedzieć, a w moim przypadku to był w rzeczywistości sposób, w jaki moje ciało próbowało mnie uzdrowić. Moje spojrzenie na raka jako wroga, którego trzeba unicestwić, nie pozwoliło na usunięcie problemu leżącego u podstaw jego powstania. W czasie mojego doświadczenia bliskiego śmierci poruszone zostało na głębszym poziomie coś, co spowodowało, że komórki rakowe zniknęły z mojego ciała.”
“Moje spojrzenie na raka jako wroga, którego trzeba unicestwić, nie pozwoliło na usunięcie problemu leżącego u podstaw jego powstania.” – kolejna z największych bolączek nie tylko zachodniego systemu leczenia, ale całego zachodniego świata. Każdy element, który chcielibyśmy zmienić jest traktowany jak wróg, którego należy zwalczyć. Walka jednak nie rozwiązuje problemów. Nawet walka w słusznej sprawie stwarza coraz więcej problemów.
Polecam każdemu lekturę książki Anity Moorjani “Umrzeć by stać się sobą”. To naprawdę nie jest pozycja, o której można napisać (cytuję internautkę):
“Zdecydowanie sobie ją daruję, bo nie gustuję w takich książkach”.
Tu nie ma w czym gustować. Nigdy nie wiesz, kiedy wiedza i tak potężna wiara, którą historia Moorjani rozbudza może przydać się Tobie lub komuś z Twoich bliskich.
“Sceptyk ze mnie, więc nie wiem czy ta książka by do mnie trafiła.”, napisał ktoś inny. Ze mnie też sceptyk. Trafiłaby.



