Jak zapobiegać i radzić sobie z problemami gruczoły krokowego? A jak byś chciał?
Oto dwa kontrastowe przypadki o krańcowo różnym sposobie myślenia: 87-letniego gentlemana i mojego teścia. Pierwszy zdecydował się tak jeść, aby dalej żyć, a drugi chciał tak żyć, aby dalej jeść, kierując się smakiem swojego podniebienia.
Drugi padł ofiarą swych odziedziczonych lub nabytych przyzwyczajeń, które stały się z czasem jego druga naturą, doprowadzając do wynaturzenia się jego sposobu myślenia.
Żeby zakończyć optymistycznie, przypadek 87-letniego gentlemana z sanatorium dr. Walkera podam jako drugi, a wpierw zacytuję, jak Adam Kulpaczyński relacjonuje doświadczenie z swoim teściem.
Jeżeli nie mogę pić kawy, coca-coli, piwa – to po co żyć
W wieku 76 lat zaczął mieć naraz poważne trudności z oddawaniem moczu. Według relacji teściowej odczuwał on już te dolegliwości od ponad 20 lat, ale zawsze sobie bagatelizował, a przynajmniej nie brał tego poważnie.
Po wizycie u urologa dowiedział się, że ma raka prostaty. Był to dla niego szok. Bał się bardzo operacji. Ucieszył się, jak sprezentowałem mu książkę dr. F. Douwesa o długim tytule: Nadzieja przy schorzeniach gruczoły krokowego. Nowa terapia bez noża. 70 proc. operacji jest niepotrzebnych!, oczywiście z pełnym programem dietetycznym i terapii ruchowej.
Już sam tytuł książki stawiał mojego teścia wśród ludzi zdrowych. Ale zamiast czytać i chociaż po części starać się stosować do zaleceń dietetycznych tej książki, siedział w domu, nie ruszał się i jadł dalej wszystko, co mu pod nóż, łyżkę i widelec wpadło. Pocieszał się ciągle tym, że 70 proc. operacji jest niepotrzebnych.
Jego urolog też nie zalecał mu żadnej diety. Po rozmowie z nim powiedział do mnie:
– Pana teść może jeść wszystko. Medycyna dysponuje dzisiaj wspaniałymi środkami na dobre wydalanie i takie właśnie lekarstwa on otrzymuje.
Po paru napomnieniach o diecie zalecanej w książce, dał mi odczuć, że przekraczam moje kompetencję, mówiąc: Przecież lekarz wie lepiej, niż ty!
Naturalnie był to argument nie do odparcia.
Po wizycie u innego lekarza, leczącego środkami naturalnymi, została mu zalecona dieta jeszcze bardziej ścisła, niż owa książka proponowała.
Nigdy nie zapomnę jego głębokiej i pełnej rezygnacji refleksji, którą podzielił się ze mną w obecności swojej żony i córki, mówiąc:
– Jeżeli ja nie mogę już jeść szynki, mięsa, sera, podpiekanej fasolki na boczku, podpiekanych kartofli z sadzonym jajem, świeżych bułek z konfiturami i miodem, a zarazem żadnego ciasta, tortów i lodów…
– Jeżeli ja już nie mogę pić kawy, coca-coli, piwa i likieru lub czegoś innego.
– Jeżeli ja mam się zmuszać chodzić codziennie na spacery i jeszcze na dodatek pływać w basenie, to po co w ogóle żyć?
Parę lat później, w wieku niespełna 81 lat zakończył swoją wędrówkę przez życie w ciężkich bólach, które były do końca uśmierzane przez coraz mocniejsze dawki morfiny.
Całą swoją nadziejępokładał w lekarstwach, tabletkach, zastrzykach, zabiegach i na końcu w terapiach napromiennych. Nic z tego. Natura ma swoje twarde, żelazne prawa i egzekwuje je z absolutną bezwzględnością, nie patrząc na stopień zamożności, pozycję społeczną czy przynależność religijną. Nasze siły życiowe są właśnie tym nieznanym stanem konta, którego się nie da nigdy przeciągnąć na minus!
Dla kontrastu spójrzmy na inną historię, którą dr N.W. Walker podaje w książce Wy też możecie być znowu młodsi:
Zgodził się w końcu na dwumiesięczną próbę
Pewnego dnia przyszedł do mojego sanatorium 87-letni gentleman w towarzystwie swojej prywatnej pielęgniarki. Jego historia choroby jest krótka. Od 25 lat cierpi na schorzenie prostaty. W ciągu ostatnich 12 miesięcy jego stan pogorszył się do tego stopnia, że przez cały czas musiała mu towarzyszyć jego pielęgniarka.
Dzień i noc musiała być przy nim, aby mu wymieniać cewnik. Jest to przewód plastikowy lub gumowy, wpychany przez prącie i cewkę moczową aż do pęcherza, aby go opróżnić.
Na ten luksusowy serwis mogą sobie pozwolić tylko bogaci ludzie.
Na początku, przyjmujący go lekarz poinformował wstępnie, że jako pokarm będzie dostawał tylko i wyłącznie owoce i warzywa, zgodnie z obowiązującym regulaminem w sanatorium.
Starszy gentleman od razu zaprotestował i zaznaczył, że bez pokarmów skrobiowych nie będzie mógł wytrzymać. Z chwilą, gdy mu wyjaśniono, że właśnie swój stan zdrowia zawdzięcza tym pokarmom, zgodził się w końcu na dwumiesięczną próbę.
Już przy końcu pierwszego miesiąca terapii, dzięki surowym owocom i warzywom oraz codziennej lewatywie, był w stanie zwolnić swoją osobistą pielęgniarkę. Jego 25-letnie dolegliwości gruczołu krokowego w dużej mierze ustąpiły.
Po dwóch miesiącach bezwzględnie przestrzeganej terapii, jego dolegliwości znikły na tyle, że wyglądał i czuł się o 25 lat młodziej.
Chcę powiedzieć, że to nie był jakiś jedyny, wyizolowany przypadek w mojej wieloletniej praktyce.
Osobiście miałem dużo przypadków prostaty i w żadnym ten program rehabilitacji nie zawiódł. Podobnie jak w przypadku tego 87-letniego gentlemana, wszyscy mogli nadal cieszyć się witalnością i siłą.
Jestem całkiem pewny, że gdyby ów gentleman zaczął 20 lub 30 lat temu prowadzić swój tryb życia bez chleba i produktów zbożowych, to bez wątpienia czułby się dzisiaj i wyglądał jak 50- lub 60-letni.
Ale nawet i w takim stanie zdrowia, w jakim dzisiaj został zwolniony z sanatorium, jeżeli będzie nadal w dalszym swoim życiu ściśle przestrzegał tych reguł, jakie towarzyszyły mu w sanatorium, to mogę zaręczyć, że będzie zdolny przekroczyć próg stu lat, w pełni zdrowia i siły witalnej!
fragment: Żywy pokarm Twoim kluczem do zdrowia
autor: Adam Kulpaczyński
Czy można się więc dziwić, że tak wiele tradycji duchowych przestrzega przed obżarstwem? Łącznie z filozofami, jak choćby Sokrates:
Jemy, aby żyć, nie żyjemy, aby jeść.
Nażreć się czy nażyć się? Możesz wybrać.




