Phyllis C. zapisała się na mój kurs psychotronicznego leczenia po ciężkim przeżyciu, jakim był dla niej atak serca męża. Była przekonana, że już nigdy nic podobnego się nie powtórzy, tym niemniej zapragnęła nieść pomoc w takich wypadkach nawet osobom obcym.
Po 7-miu miesiącach historia się jednak powtórzyła, z tą tylko różnicą, że tym razem atak jej męża był dużo groźniejszy.
Natychmiast przewieziono go do szpitala i umieszczono w separatce reanimacyjnej. Lekarze nie dawali mu nawet 50% szansy przeżycia.
Phyllis od samego początku stosowała technikę psychotronicznego leczenia i ku ogromnemu zdziwieniu lekarzy mąż jej szybko powracał do zdrowia. Teraz nie widzieli już niebezpieczeństwa zagrożenia życia i twierdzili, że po 8 tygodniach wróci do domu, a po 4 miesiącach – do pracy.
Phyllis słuchała, milczała i rygorystycznie kontynuowała psychotroniczne leczenie.
W tydzień później lekarze znowu zmienili zdanie. James tak szybko powracał do zdrowia, że miał opuścić szpital nie po 8-miu, a po 4-ch tygodniach. W rezultacie wrócił do domu już po trzech tygodniach hospitalizacji, a do pracy – po czterech tygodniach (nie miesiącach) od dnia wystąpienia ataku. Lekarz wypisujący go ze szpitala nie ukrywał ogromnego zdziwienia:
– Jestem kardiologiem od 15 lat i w ciągu mojej praktyki nigdy jeszcze nie widziałem, żeby ktoś tak szybko wracał do zdrowia po ciężkim ataku serca. Ma pan wiele szczęścia, że pańska wola życia jest tak silna i że pańskie ciało ma tak ekstremalną zdolność szybkiej regeneracji. Biorąc to pod uwagę, nie mogę tylko zrozumieć, dlaczego po pierwszym ataku, dużo przecież lżejszym, dochodził pan do zdrowia tak powoli”.
Szczegółowe badanie kontrolne, przeprowadzone w niedługim czasie, nie wykazało żadnej choroby serca, niczego, co by mogło tłumaczyć uprzednie dwa ataki.
A oto inny ciekawy przypadek z tej samej książki, wraz z poprzedzającym akapitem, koniecznym do zrozumienia reszty.
Nie widzieli możliwości uratowania wzroku, a zobaczyli… brak śladów ran
Pożytecznie jest utworzyć tzw. „gorącą linię”, polegającą na jednoczesnym ćwiczeniu całej grupy w intencji ofiary jakiegoś wypadku. Jeżeli ktoś z grupy potrzebuje nagłej pomocy dla siebie czy kogoś bliskiego, członkowie zespołu powiadamiają się wzajemnie i niezwłocznie wkraczają do akcji niesienia natychmiastowej psychotronicznej pomocy. „Gorąca linia” działa bardzo skutecznie i bardzo szybko, gdyż posiada zwielokrotnioną siłę.
Cynthia W. była przez rok członkiem grupy psychotronicznego leczenia. We własnym domu uległa w tym czasie tragicznemu wypadkowi. Odpryski szkła z rozbitej szyby poraniły jej oczy w stopniu tak poważnym, że lekarze nie widzieli możliwości uratowania wzroku.
Momentalnie zorganizowano „gorącą linię”.
Gdy po dwóch dniach z oczu Cynthii zdjęto bandaże, lekarze osłupieli ze zdziwienia: gałki oczne nie wykazywały żadnych śladów ran, a chora doskonale wszystko widziała. Wzrok Cynthii był w 100% uratowany.
I przypadek najważniejszy, samej autorki.
Odzyskała wzrok, pozbyła się padaczki i paraliżu
Evelyn M. Monahan uległa w wieku 22 lat tragicznemu wypadkowi, w rezultacie którego została ciężko okaleczona: straciła wzrok, dostała padaczki, a po czterech latach dołączył się jeszcze paraliż prawego ramienia. Ataki epileptyczne były szczególnie częste (12-14 dziennie). Końskie dobowe dawki leków zredukowały je do 10-ciu.
Evelyn czuła się bardzo nieszczęśliwa, nie mogła pogodzić się ze swoim ciężkim kalectwem i przez długich 9 lat dręczyła siebie i otoczenie, kipiała buntem i złością. Aż przyszło uspokojenie, a może wyczerpanie nerwowe. Zaczęła rozmyślać nad ratunkiem dla siebie.
I wtedy przypomniała sobie wiele ciekawych, dziwnych historii zasłyszanych jeszcze w dzieciństwie. Odgrzebywała w pamięci przypadki nagłych uzdrowień ludzi, którym lekarze nie dawali najmniejszej szansy wyzdrowienia. Zaczęła mozolnie przywoływać na pamięć zasady tzw. psychotronicznego leczenia, o którym wówczas mówiło się, że było źródłem tych wszystkich cudownych uzdrowień. Zdecydowała się spróbować…
Wtajemniczyła dwoje przyjaciół i we troje rozpoczęli stosowanie ćwiczeń ustalonych w punktach przez samą Evelyn. Ćwiczyli trzy razy dziennie z wielką dokładnością i zapałem. Była to przecież ostatnia deska ratunku.
Po 10-ciu dniach E. Monahan odzyskała wzrok. Stało się to nagle, raptownie. Jednocześnie z odzyskaniem wzroku ustały zupełnie ataki epileptyczne, a w tydzień później ustąpił paraliż. Młoda kobieta była całkowicie zdrowa. Badania lekarskie nie wykazały śladu żadnej choroby.
Przepełniało ją szczęście powrotu do zdrowia, do normalnego życia i ogromna nieprzeparta chęć zapoznania z tą metodą jak największej ilości ludzi cierpiących.
fragment: Leczenie metodą psychotroniczną
Opracowanie: wg Evelyn M. Monahan




