Ciosy otrzymywane od życia, nakładające się na siebie trudności i narastające problemy wysysają energię i pozostawiają człowieka wyczerpanym i zniechęconym. W takim stanie jego prawdziwe siły stają się często niewidoczne, a on sam poddaje się niczym nie uzasadnionemu zniechęceniu. Bardzo ważną rzeczą jest wówczas nowa ocena jego osobistych możliwości. Jeśli zrobi się to rozsądnie, to można przekonać człowieka, że nie jest tak pokonany, jak mu się wydaje.
Oto przykład. Zwrócił się do mnie o radę mężczyzna pięćdziesięciodwuletni. Był zrozpaczony, wręcz zdesperowany. Powiedział, że jest „skończony”, a wszystko, co budował przez całe życie, zawaliło się.
– Wszystko? – zapytałem.
-Wszystko – potwierdził. Jeszcze raz powtórzył, że jest skończony. – Nic mi nie zostało. Wszystko przepadło. Nie mam żadnej nadziei i jestem za stary, żeby zaczynać wszystko od początku. Straciłem całą wiarę.
Oczywiście współczułem mu, choć było jasne, że jego główny problem polega na tym, że mroczny cień zwątpienia i beznadziei wkradł się do jego umysłu, zniekształcając spojrzenie na świat. Jego prawdziwe możliwości wycofały się, ukryły za tym wypaczonym myśleniem, pozostawiając go bez sił.
– W takim razie – powiedziałem – może weźmiemy kartkę papieru i spiszemy wszystkie cenne rzeczy, które panu pozostały.
– To bez sensu – westchnął. – Nie mam nic. Zdawało mi się, że już to powiedziałem.
– Zastanówmy się jednak – nalegałem. Potem zapytałem:
– Czy pańska żona nadal jest z panem?
-No, tak, oczywiście, i jest wspaniała. Jesteśmy małżeństwem od trzydziestu lat. Nie opuściłaby mnie nigdy, cokolwiek by się stało. – Dobrze zapiszmy to: pańska żona wciąż jest z panem i nigdy pana nie opuści, cokolwiek by się stało. A dzieci? Ma pan dzieci?
– Tak – odpowiedział. – Mam troje i są naprawdę wspaniałe. Byłem wzruszony, kiedy przyszły do mnie i powiedziały: „Tato, kochamy cię i jesteśmy z tobą.”
-Dobrze – powiedziałem – to będzie numer dwa: troje dzieci, które pana kochają i są z panem. Czy ma pan jakichś przyjaciół? – zapytałem. – Tak – odpowiedział. – Mam kilku naprawdę dobrych przyjaciół. Muszę przyznać, że zachowują się bardzo przyzwoicie. Przyszli i powiedzieli, że chcieliby mi pomóc, ale cóż mogą zrobić? Nic.
– To numer trzy: ma pan kilku przyjaciół, którzy chcieliby panu pomóc i którzy pana szanują. A co z pańską uczciwością? Czy zrobił pan coś złego? – Moja uczciwość jest bez zarzutu – odpowiedział. – Zawsze starałem się robić tylko to, co się godzi, i mam czyste sumienie.
– Dobrze – powiedziałem. – Zapiszemy to jako numer cztery: uczciwość. A jak pańskie zdrowie?
-Wszystko jest w porządku – odpowiedział. – Rzadko chorowałem i wydaje mi się, że fizycznie jestem w całkiem dobrej formie.
– Zapiszmy więc to jako numer pięć – dobre zdrowie. A Stany Zjednoczone? Czy myśli pan, że nadal dobrze prosperują i są krajem dużych możliwości? – Tak – powiedział. – To jedyny kraj na świecie, w którym chciałbym mieszkać.
– Oto numer sześć: mieszka pan w Stanach Zjednoczonych, kraju możliwości, i jest pan z tego
zadowolony.I pytałem dalej:
– A wiara? Czy wierzy pan w Boga i w to, że On panu pomoże?
– Tak – odrzekł. – Sądzę, że nie zniósłbym wszystkiego, co się stało, gdyby Bóg mi nie pomagał.
– Zatem – powiedziałem – wymieńmy wszystkie cenne rzeczy, które znaleźliśmy:
1. Wspaniała żona, trzydzieści lat małżeństwa.
2. Troje oddanych dzieci, które będą pana wspierać.
3. Przyjaciele, którzy chcą panu pomóc i którzy pana szanują.
4. Uczciwość – niczego nie musi się pan
wstydzić.
5. Dobre zdrowie.
6. Mieszka pan w Stanach Zjednoczonych, najlepszym kraju na świecie.
7. Wierzy pan w Boga.Przesunąłem kartkę do niego przez stół.
– Proszę spojrzeć. Zdaje się, że ma pan całkiem niezgorsze aktywa. Wydawało mi się, że mówił pan, że stracił wszystko?
Uśmiechnął się z zawstydzeniem.
– Chyba nie. Nigdy w ten sposób o tym nie myślałem. Może rzeczywiście nie jest aż tak źle – dodał z zastanowieniem. – Może mógłbym zacząć od początku, gdyby tylko udało mi się zyskać trochę wiary w siebie, poczuć w sobie trochę siły.
Udało mu się i zaczął od nowa.
Ale nastąpiło to dopiero wtedy, gdy zmienił swój punkt widzenia, swoje nastawienie. Wiara usunęła wszystkie jego wątpliwości i znalazł w sobie jeszcze więcej sił, niż było mu potrzeba, aby przezwyciężyć wszystkie trudności.
To zdarzenie ilustruje pewną głęboką prawdę, którą dobrze wyraził sławny psychiatra, dr Karl Menniger, mówiąc: „Postawy są ważniejsze niż fakty.”
Warto powtarzać to zdanie, aż jego sens w pełni do nas dotrze.
Żaden fakt, przed którym stajemy, jakkolwiek byłby trudny, czy nawet, z pozoru, beznadziejny, nie jest tak ważny, jak nasze do niego nastawienie. To, jak myślisz o jakimś fakcie, może rozstrzygnąć o twojej porażce jeszcze zanim cokolwiek zrobisz. Możesz pozwolić, żeby jakiś fakt przytłoczył cię psychicznie, zanim zaczniesz się z nim zmagać w rzeczywistości. I odwrotnie, ufny i optymistyczny model myślenia może zmienić lub całkiem przemóc ów fakt.
Metoda odkurzacza
Znam człowieka, który jest wprost bezcenny dla swojej firmy, nie z powodu jakichś szczególnych zdolności, lecz dlatego, że niezmiennie prezentuje triumfalny model myślenia.
Kiedy jego współpracownicy patrzą pesymistycznie na jakieś zagadnienie, on stosuje coś, co nazywa „metodą odkurzacza”. Mianowicie, poprzez serię pytań „wysysa kurz” z umysłów swoich współpracowników; pozbawia ich negatywnego nastawienia. Następnie spokojnie odkrywa pozytywne strony tego zagadnienia, aż nowe nastawienie pozwoli im zobaczyć fakty w innym świetle.
książka: Moc pozytywnego myślenia
autor: Norman Vincent Peale




