Można uzyskać nawet codzienny kontakt z Wyższym Ja i nieustającą opiekę, jeśli się tylko o nią poprosi
Uwagi wstępne: Z dużej liczby przypadków natychmiastowych uzdrowień wybrałem ten, omówiony poniżej, jako ze świetnie ilustruje zjawisko przepływu siły życiowej oraz rodzaj związków, jakie mogą powstać w Wyższym Ja.
Przypadek ten jest o tyle ważny, ze biorące w nim udział osoby nie miały określonych przekonań religijnych.
Opis przypadku: Na początku lat dwudziestych wybudowano w Honolulu ogromny hotel. Przysłano człowieka ze starego lądu, by zainstalował w nim windy. Zapoznałem się z nim i po pewnym czasie zauważyłem, że ma niezwykle uzdolnienia. Demonstrował mi je na rożne sposoby.
Jeden z takich pokazów potwierdził przekonanie kahunów, że człowiek może sięgać daleko swymi zmysłami wzdłuż łączącej nici z widmowej materii, znajdywać osobę, która jest na jej drugim końcu i czerpać od niej informacje.
Ponieważ nawiązałem już raz kontakt z tym człowiekiem i, zgodnie z Huną, owa wieź była już stała dzięki niewidzialnej nici lub sznurowi, jego dobrze wyuczone niższe Ja mogło odnajdywać mnie, gdziekolwiek bylem, i dowiadywać się, co robię lub co myślę w danej chwili. (Wyjaśniam to teraz według terminologii kahunów, choć wówczas nie odkryłem jeszcze mechanizmu działania nici aka).
Jeden z eksperymentów polegał na tym, że miałem od czasu do czasu spędzać noc w pewnym starym domu, w którym mieściła się moja ciemnia fotograficzna. Miałem nie zapalać światła ani nie robić niczego, co zdradziłoby moja tam obecność. Mężczyzna zaś miał codziennie po kolacji przychodzić pod dom i czynić użytek ze swych parapsychicznych umiejętności, stwierdzić, czy znajduje się wewnątrz, czy tez nie.
Test ten przeprowadzaliśmy kilka razy, zawsze z powodzeniem. Mój znajomy przychodził pod drzwi i stal tam w milczeniu przez kilka chwil. Jeżeli wyczuwał, ze jestem w środku, pukał. W przeciwnym razie, odchodził.
Raz próbowałem go okpić i nie odpowiadałem na jego pukanie. On jednak nie zamierzał odejść. Pukał coraz głośniej, wykrzykując:
– Otwieraj, Long, wiem, ze tam jesteś i próbujesz mnie nabrać! Szybko, otwieraj!.
Historia tego człowieka jest następująca.
Był jednak przekonany, że musi istnieć jakaś wyższa inteligencja
Dawniej, kiedy pracował jako inżynier-instalator w wielkiej spółce konstruującej windy, ciągle nękały go jakieś niepowodzenia. Ludziom pracującym pod jego kierownictwem stale zdarzały się wypadki i obrażenia pomimo jego najlepszej opieki. W końcu zwolniono go z pracy.
Miał dwudziestoletnia córkę, inwalidkę przykuta do łózka od wielu miesięcy. Jego zona zmarła kilka lat wcześniej i córka musiała prowadzić dom.
Gdy stracił prace, czasy były bardzo ciężkie i nie mógł znaleźć innego zajęcia. Jakby i tego było mało, podupadł wielce na zdrowiu. Jedna choroba goniła druga, tak ze bez przerwy chodził do lekarza, aż w końcu większość czasu musiał spędzać w łózko.
W depresji zaczął studiować doktrynę Christian Science. Pełen wiary, czytał pisma założycieli tego ruchu i ze wszech miar próbował ściśle wykonywać wszelkie wskazówki.
Nie otrzymawszy żadnych pozytywnych rezultatów, przerzucił się na studiowanie New Thought, Unity i innych podobnych sekt religijnych, o których wspominała dostępna literatura z dziedziny uzdrawiania.
W końcu, kiedy zabrakło mu już pieniędzy, kiedy prawie nie wstawał z łóżka i popadł w kompletna rozpacz, stwierdził, ze wszystkie nauki religijne sa niedoskonale.
Był jednak przekonany, że musi istnieć jakaś wyższa inteligencja, do której człowiek mógłby się zwrócić, gdyby tylko umiał sprawić, aby prośby jego zostały wysłuchane.
Z tą wiarą dzień w dzień cały swój czas i wysiłek poświęcał próbom odnalezienia i dosięgnięcia owej inteligencji.
Pewnego dnia nagle poczuł, że oto w końcu nawiązał kontakt z czymś, czego nie umiał określić. Miał wrażenie, jakby przebiegał po nim prąd elektryczny, krótki i ostry. Nigdy przedtem nie odczuwał czegoś podobnego.
Natychmiast zawołał o pomoc, błagając to Coś, czego obecność wyczuwał wyraźnie obok siebie, by wróciło mu zdrowie. Krzyczał, że musi koniecznie mu pomóc, i próbował wstać z łóżka, aby tym wysiłkiem okazać swą wiarę. Powoli udało mu się unieść z łóżka i stanąć na podłodze.
Nie przerywał modlitwy. Zrobił jeden niepewny krok, potem drugi.
Ku swojej wielkiej radości stwierdził, że w cudowny sposób staje się coraz silniejszy. Jego błagania zmieniły się w słowa dziękczynienia i w ciągu kilku minut poczuł się zupełnie zdrowy i w pełni sił.
Pełen triumfu i zaszokowany swym odkryciem poszedł do córki i opowiedział jej, co się wydarzyło. Namawiał ją usilnie, by spróbowała połączyć się z owym Czymś.
On sam starał się ponownie z Tym skontaktować, lecz jakoś mu się nie udawało.
Minęło kilka dni. Podjął na nowo swoje życie w miejscu, gdzie, jak sadził, się skończyło. Próbował też co jakiś czas odtwarzać procesy myślowe, które umożliwiły mu kontakt z Czymś.
Niebawem, i to znienacka, z tym samym jakby elektrycznym dreszczem poczuł, że kontakt jest nawiązany. Natychmiast zaczął się zapamiętale modlić o uzdrowienie dla córki.
Wpadł do jej pokoju, złapał ją za ręce i zaczął ciągnąć, by wstała z łóżka.
– Użyj swej wiary! Wstań! Pokaż, że potrafisz!
Córka usłuchała go. Modląc się gorąco, unosiła się powoli z łóżka. Podobnie jak w jego przypadku, wstąpiła w nią potrzebna siła.
Wstała, zrobiła krok do przodu, potem następny. Cudowne uzdrowienie spłynęło na nią tak samo jak na jej ojca. Głośno dziękując za ten cud, ubrała się i wkroczyła w nowe życie w pełni sił i zdrowia.
Po kilku dniach ów człowiek znowu nawiązał ów elektryczny kontakt. Oczekiwał świadomie na znane mu już objawy, a modlitwy nauczył się na pamięć. Natychmiast gdy tylko poczuł ciarki, zaczął się głośno wypowiadać. Prosił, by dane mu było wrócić do poprzedniej pracy przy konstrukcji wind i podnośników.
Ufając, iż modlitwa zostanie wysłuchana, poszedł bezpośrednio do biura i do człowieka, który go zwolnił przed kilkoma tygodniami. Bez żadnych wyjaśnień powiedział spokojnie:
– Gotów jestem znowu podjąć pracę. Gdzie mnie potrzebujecie?
Mężczyzna za biurkiem rzucił mu bystre spojrzenie, po czym wziął plik papierów i wyciągnął je w stronę inżyniera, wymieniając jednocześnie nazwę miasta, w którym trzeba było wykonać prace instalacyjne.
Był to początek jego niewiarygodnej kariery.
Inżynier nauczył się kontaktować z Czymś niemal na zawołanie, każdego ranka i wieczora. Nauczył się prosić o ukazywanie mu zawczasu każdego niebezpieczeństwa grożącego w pracy i o ostrzeganie go przed nim.
Kiedyś, otrzymawszy takie ostrzeżenie w pracy, skontaktował się z nieznaną inteligencją i poprosił o opiekę. Nie słyszał żadnych słów, ale odczuł potrzebę działania w określony sposób.
Nieraz zdarzało się, że poczucie niebezpieczeństwa rosło w nim i prawie go nie opuszczało, i kiedy obchodził kolejno rożne stanowiska pracy, nasilało się wokół jakiegoś szczególnego miejsca.
Zatrzymywał się tam, wzywał zaufanego majstra i innych robotników, żeby stanęli koło niego. Wszyscy uważali, by w porę zapobiec wypadkowi.
W ten sposób przechwycono niejako i uniknięto wielu nieszczęść.
Na moją prośbę inżynier obiecał, że jeśli kiedyś podczas jego pobytu w Honolulu dojdzie w jakiejś fabryce do sytuacji grożącej niebezpieczeństwem, opowie mi ze szczegółami przebieg całego wydarzenia.
Jeszcze przed opływem tygodnia wpadł do mnie i oświadczył, że właśnie otrzymał wstępne ostrzeżenie. Nazajutrz, jak mi później opowiadał, poczucie niebezpieczeństwa wzrosło.
Szukał niebezpiecznego miejsca, aż doszedł do szybu windy roboczej na dachu nowego hotelu. Tam czekał wraz z majstrem i kilkoma robotnikami poinformowanymi wcześniej o ostrzeżeniu.
Tymczasem polecono tez wszystkim zatrudnionym robotnikom, by zachowali szczególna ostrożność. Inżynier ponownie nawiązał kontakt ze swoim tajemniczym opiekunem. Niebezpieczeństwo stało się tak bliskie, iż nieomal „czuł jego woń”.
W pewnej chwili jeden z robotników, Filipino, zbliżył się do szybu windy z taczką, na której leżał zwój bardzo sztywnego, ciężkiego kabla ze stali. Pomost windy zatrzymał się na miejscu. Mężczyzna podniósł klapę i chciał pchnąć swój ładunek na platformę.
Nagle, kiedy taczki dotknęły właśnie pomostu, ktoś na dole nie dając ostrzegawczego dzwonka, pociągnął linkę sterującą i winda zaczęła opadać.
Taczka przechyliła się, a zwój kabla zsunął się na obramowanie szybu. Drut, którym zwój był opasany, pękł, a kabel rozwinął się gwałtownie jak ogromny wąż, uderzając robotnika w plecy.
Wpadłby niechybnie do szybu, ale trzej obserwatorzy skoczyli już na pomoc, momentalnie go pochwycili i odciągnęli w bezpieczne miejsce.
Zbadałem później tę sprawę. Wszyscy ludzie obecni przy zdarzeniu opowiedzieli mi tę samą historię.
Inżynier ten przez wiele lat otrzymywał od spółki wysokie roczne premie, ponieważ nie zdarzyło się, by przy pracach, które on nadzorował, jakiś robotnik odniósł obrażenia.
Dawano mu najtrudniejsze i najbardziej niebezpieczne zlecenia. Zawsze mu się udawało.
On i jego córka nieustannie cieszyli się doskonałym zdrowiem.
Komentarz: Mamy tutaj przykład natychmiastowego wyleczenia z chorób fizycznych, a także z kłopotów finansowych, a wiec, jak się to mówi, „uzdrowienia ciała i portfela”. Widać tu wyraźnie, jaka role odgrywa siła życiowa, oraz ile czasu potrzeba, by wyuczyć niższe Ja kontaktowania się z Wyższym Ja.
Co więcej, przypadek ten dowodzi, że można uzyskać nawet codzienny kontakt i nieustającą opiekę, JEŚLI SIĘ TYLKO O NIĄ POPROSI.
Teoria kahunów głosi, że człowiekowi dano wolna wolę i Wyższe Ja nie będzie wtrącało się w nasze sprawy, choćbyśmy kompletnie zagmatwali sobie życie, CHYBA ŻE POPROSIMY JE, BY PRZYSZŁO NAM Z POMOCĄ. (Nie dotyczy to tylko pewnych przełomowych dla naszego życia wydarzeń, które określone są z góry).
Proszenie o pomoc jest „otwieraniem drzwi”.
Kahuni wierzyli, że Wyższe Ja tęskni za nami, jak rodzic za marnotrawnym dzieckiem, czeka tylko, by nam pomóc i otoczyć nas opieką. Niestety, musi trzymać się z dala od naszych spraw, dopóki nie odkryjemy w zdumieniu, że ono istnieje i ze jest droga, która do niego prowadzi, ze możemy zyskać jego pomoc w życiowych troskach.
Nie możemy wiedzieć, jakie prawo zabrania Wyższemu Ja kierować każdym naszym czynem, ale obserwując to, co dzieje się wokół nas, możemy niezmiennie wnioskować, ze takie prawo istnieć musi.
Historia inżyniera, który odkrył to, co nazwał Czymś, i który podczas kontaktu odczuł na sobie przeszywający dreszcz, podobny jak przy zgrzycie noża o szkło, byłaby jednak niepełna, gdybym nie wspomniał jeszcze o pewnym incydencie wskazującym, jaka wielką role może odgrywać kompleks w blokowaniu ścieżki kontaktowej miedzy niższym i Wyższym Ja człowieka.
Kompleksy blokujące przepływ siły życiowej
Otóż nasz inżynier od konstrukcji wind, będąc w Honolulu, zainteresował się fotografiką i kupił sobie dobry aparat. Ode mnie i od Australijczyka, dekarza pracującego na budowie, otrzymał instrukcje jego użytkowania.
Australijczyk miał zbiór świetnych aktów. Pokazał inżynierowi cała kolekcję i zaproponował, że da mu jedno ze zdjęć. Propozycja została chętnie przyjęta i wybrano jedna ze skromniejszych fotografii.
Zdjęcie miało wysokie walory artystyczne doskonale oświetlenie, kontrast i ustawienie modelki. Inżynier postawił je w swoim pokoju hotelowym na komodzie. Umieścił je tam wieczorem, a następnego dnia rankiem stwierdził zdumiony, że nie umie nawiązać zwykłego kontaktu ze swoim Czymś.
Przez cały dzień zastanawiał się nad tą nową, zagadkową sytuacją. Co jakiś czas próbował swych dawnych umiejętności, lecz na próżno. Wieczorem, gdy po pospiesznie zjedzonej kolacji wrócił do swego pokoju, jego wzrok padł na zdjęcie. Zbliżył się w zamyśleniu do komody, uniósł obrazek i dokładnie mu się przyjrzał.
Nie było w nim nic gorszącego. Po prostu, dzieło sztuki fotograficznej. Zresztą bardzo piękne. Jednakże, gdzieś głęboko w jego umyśle zrodziło się podejrzenie, że trzymany w ręku przedmiot może mieć coś wspólnego z jego ostatnimi niepowodzeniami.
Podjąwszy natychmiastową decyzję, zwrócił zdjęcie Australijczykowi, wyjaśniając mu swoje kłopoty.
Godzinę później wszystko wróciło do normy. Z łatwością nawiązał dawny kontakt i zapytal, czy obrazek był grzeszny. Nie otrzymał jednak żadnej odpowiedzi.
Opowiadając mi o tej dziwnej sprawie, zaznaczył, że właściwie nigdy nie wiedział, co może zostać uznane przez Coś za grzech, a co nie. Mógł na przykład swobodnie żuć tytoń i bezkarnie kląć. Sam uważał się za „grzesznika jak większość przyzwoitych ludzi”. Doświadczenie nauczyło go jednak, że czasem nawet drobnostki mogą niespodziewanie i w niewytłumaczalny sposób uniemożliwić mu kontakt z Czymś.
Nie ma wątpliwości, że w przypadku inżyniera mieliśmy do czynienia z jakimś zadawnionym kompleksem, prawdopodobnie pochodzącym z czasów pierwszych nauk etyki seksualnej i skromności, z kompleksem, który pozostał w jego niższym Ja.
Z pewnością chętnie oglądałby akty w jakiejkolwiek galerii artystycznej, lecz w tym wypadku zdjęcie wydobyło na wierzch stary kompleks, nawet jeśli średnie Ja pozostało obojętne. Niższe Ja natomiast zareagowało od razu i odczuło, że mężczyzna jest winny i powinien się wstydzić. Mówiąc obrazowo, zasłoniło twarz gestem małego chłopca i wstydziło się pokazać rodzicom na oczy, jakby miało nieczyste sumienie.
Kiedy zdjęcie zniknęło, „ścieżka” kontaktowa otworzyła się ponownie. Należy wziąć po uwagę fakt, że zdjęcie było przedmiotem fizycznym, czymś postrzegalnym zmysłowo; wzrokiem i dotykiem. Był to zatem BODZIEC FIZYCZNY. On to właśnie obudził stary kompleks z silą skuteczniejsza niż setki wyobrażeń o podobnych obrazkach.
Zwrócenie zdjęcia Australijczykowi było natomiast bodźcem fizycznym wystarczającym do tego, by kompleks wrócił z powrotem do swej szufladki w umyśle i przestał przeszkadzać.
Stale powinno się powtarzać tę oczywistą prawdę, że JEŚLI NIE MOŻNA ZWALCZYĆ ZADAWNIONYCH KOMPLEKSÓW, NALEŻY UGIĄĆ SIĘ PRZED NIMI. Inżynier był zmuszony zrezygnować ze swego pięknego zdjęcia.
autor: Max Freedom Long
fragment: Magia Cudów
Rozdział XVIII Sekret umożliwiający kahunom dokonywanie cudownych uzdrowień





