Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie pewna kobieta. Wyznała mi, że ktoś jej powiedział, że musi cierpieć i znosić chorobę, ponieważ medycyna nie jest w stanie jej pomóc.
Zażywała codziennie od dwunastu do czternastu tabletek aspiryny, co wywoływało bardzo przykre dla niej skutki uboczne. Uciekła się więc do koediny dla złagodzenia bólu.
Przyjaciele zapewniali ją, że taka jest wola Boga i dlatego powinna znosić ból ze stoickim spokojem. Prawda jednak brzmi inaczej:
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.(Mt. 11,28)
...bo Ja, Pan, chcę być twym lekarzem.(Wj 15,26)Ból, owszem, jest pewnego rodzaju błogosławieństwem, ponieważ uzmysławia, że w niewłaściwy sposób posługujemy się umysłem i dlatego powinniśmy natychmiast coś z tym zrobić.
Ona zaś poszła za tymi błędnymi przekonaniami i poddała się losowi do momentu, w którym ból stał się tak nieznośny, że otworzyła się na Boskie uzdrowienie. Jej frustracja osiągnęła taki poziom, że zdecydowała się odrzucić sugestie innych i podjąć konkretne działania.
Rozmawiając z tą kobietą odkryłem, że kipi w niej od złości do byłego męża i jego matki. Za moją radą postanowiła z tym skończyć i spojrzeć na siebie jako na córkę Nieskończoności i dziecko Wieczności.
Trzy razy dziennie wyciszała się na piętnaście do dwudziestu minut, afirmując z przekonaniem:
Bóg jest Miłością i Jego miłość wypełnia moją duszę. Uwielbiam Boga, który mnie przenika i już Mu dziękuję za moje cudowne uzdrowienie.
Gdy nachodziły ją uczucia wrogości wobec byłego męża i teściowej, natychmiast afirmowała:
Boska miłość wypełnia moją duszę. W ten sposób neutralizowała każdy akt nienawiści, jaki się w niej budził.
Po trzech miesiącach jej ciało stało się na nowo elastyczne, a praca stawów zmieniał się na tyle, że mogła się poruszać bez pomocy kul. W chwili obecnej jest wolna od jakiegokolwiek bólu.
Poprzednio próbowała bezskutecznie wymusić na sobie życzliwość wobec męża oraz teściowej. Lecz gdy otworzyła podświadomość na Boską miłość, pokój i harmonię, ustąpiły fizyczne blokady uniemożliwiające właściwą pracę jej stawów.
Co więcej, gdy zaczęła patrzeć na siebie jako istotę duchową, z jej umysłu zniknęła nienawiść. Nie bała się już spotkań – zarówno w świecie realnym, jak i w umyśle – ze swymi „nieprzyjaciółmi”, ponieważ jej serce wypełniał pokój.
autor: Joseph Murphy
fragment: Bądź swoim zbawcą
Rozdział 7. Pokój ducha w wirach codzienności



