Kiedy dotarłem do domu, stosowanie się do wskazówek udzielonych przez Boga rozwiązało problem, który na tyle lat zdominował moje życie. W ciągu czterdziestu pięciu minut depresja kliniczna mojej żony… zniknęła.
Teraz, gdy piszę te słowa, od tamtej chwili minęło już ponad osiem lat, a Tracey nie bierze leków i czuje się świetnie. Owszem, depresja żony wróciła po tych pierwszych czterdziestu pięciu minutach, ale w ciągu trzech tygodni codziennego stosowania Kodów Uzdrawiania choroba zniknęła na dobre.
Nie potrafię znaleźć słów, by opisać, jaką radość i euforię wywołało to u mnie, mojej żony i naszych synów (teraz mamy dwóch) po tych wszystkich latach, które były dla nas męczarnią, bo nasze życie zdominowały poszukiwania czegoś – czegokolwiek – co przywróciłoby spokój i normalność w naszej rodzinie.
Prawdę mówiąc, w 2006 roku Tracey oficjalnie przyjęła nowe imię – Hope. Po wielu latach depresji, kiedy czuła się beznadziejnie, wszystko się zmieniło i nie była już tamtą osobą. Stała się Hope.
Równie podekscytowany jak podczas tamtego wieczoru, gdy odkryłem coś, co później nazwaliśmy Kodami Uzdrawiania, byłem w poniedziałek, kiedy udałem się do swojego gabinetu.
Prowadziłem w nim prywatną praktykę i planowałem włączenie tej nowej metody do pracy z dziesiątkami osób, które mogłyby opisać swoje życie podobnie jak ja – smutnymi, pozbawionymi nadziei słowami. Wiele cierpień, wiele frustracji, wiele złamanych serc, wiele osób szukających odpowiedzi.
Kiedy zacząłem zapoznawać moich pacjentów z Kodami Uzdrawiania, stało się to, czego się spodziewałem: depresja znikała, w miejsce niepokoju pojawiał się spokój, rozwiązywały się problemy w związkach. Wyglądało na to, że w większości przypadków nawet poważne problemy psychiczne i emocjonalne były uzdrawiane konsekwentnie, w sposób przewidywalny i dość szybko.
Krąg uzdrowień się poszerza – stwardnienie rozsiane
Tego, co stało się sześć tygodni później, jednak się nie spodziewałem.
Ważna dla mnie pacjentka poprosiła o chwilę rozmowy na osobności. Miała zagadkowy wyraz twarzy, którego nigdy wcześniej u niej nie widziałem, i stwierdziła, że nie przypomina sobie, aby mówiła mi, na co choruje, a było to stwardnienie rozsiane (SM).
Przykro mi przyznać, ale przypomniałem sobie wtedy jedno z zajęć z psychologii na studiach doktoranckich, poświęcone etyce oraz kwestiom prawnym, i zaniepokoiłem się, że czeka mnie sprawa w sądzie.
Z zakłopotaniem i niepokojem wyjąłem kartę pacjentki i powiedziałem jej, że nie przypominam sobie tego, ale zaraz zajrzę, kiedy uświadomiłem sobie, że ona nie dlatego zadaje mi pytanie.
Tym razem ze współczuciem i życzliwością zamknąłem i odłożyłem jej kartę, spojrzałem kobiecie prosto w oczy i powiedziałem:
– Ja również tego nie pamiętam. Dlaczego pani o to pyta?
Zaniosła się płaczem. Kiedy się uspokoiła, wyjaśniła, że przyjechała prosto ze szpitala Vanderbilt z Nashville, gdzie przekazano jej dobrą wiadomość: nie jest już chora na SM.
Byłem tym tak bardzo poruszony, że sam zacząłem płakać. Następnie nasze łzy zmieniły się w śmiech. Zapytałem ją w końcu:
– Jak pani to zrobiła? Proszę mi powiedzieć, żebym kolejnemu pacjentowi, który przyjdzie, także mógł wyjaśnić, jak może tego dokonać. To cudowne… Tak bardzo się z tego cieszę.
I wówczas to się stało; stwierdziła, że to zalecone przeze mnie Kody Uzdrawiania, które praktykowała od sześciu tygodni, spowodowały uzdrowienie. To musiały być one, ponieważ w tym czasie niczego innego w swoim życiu nie zmieniła.
No cóż – pomyślałem – to anomalia. Wyjątek. Jednorazowa nietypowa reakcja. Dopóki kilka tygodni później nie usłyszałem podobnej historii dotyczącej raka. A niedługo potem kolejnej – związanej z cukrzycą. A następnie bólów migrenowych. Potem wczesnych stadiów choroby Parkinsona. I tak dalej.
fragment: Kod Uzdrawiania
autorzy: Ben Johnson, Alexander Loyd




