Chory na nowotwór użalał się nad sobą, ale przestał, kiedy zobaczył promyk nadziei. W jego przypadku był to rodzaj „wewnętrznego objawienia”. W Twoim przypadku tym promykiem może być jego historia.
Większość znanych mi osób, które wyszły z choroby lub życiowego kryzysu, nie tylko doświadczyła ciemnej nocy duszy, lecz także znalazła sposób, by przebyć tę straszną drogę.
Wszyscy ci ludzie znaleźli się w otchłani wewnętrznej ciemności, czując się całkowicie bezradni i porzuceniu. Każdy z nich odnalazł drogę lub – jak wielu mówi – pokazano im drogę.
Opisując ten etap, pewien mężczyzna chory na raka powiedział, że najgorszą porą dnia był dla niego wieczór, kiedy słońce chyliło się ku zachodowi i ludzie wracali do domów. Dawniej po pracy Roger zazwyczaj wychodził z przyjaciółmi, ale choroba mu to uniemożliwiała. Depresja najbardziej dopadała go wieczorami, jak gdyby pustka i rozpacz stały się jego towarzyszami przy kolacji.
Pewnego wieczoru Roger zaczął szlochać, powtarzając sobie: „Już dłużej nie wytrzymam”. W jakimś momencie usłyszał cichy głos, który powiedział:
– Ależ tak, pokonasz tę chorobę.
Roger nie wiedział, skąd pochodzi głos, lecz natychmiast poczuł się spokojny, skupiony i po raz pierwszy pojawiła się nadzieja.
– Trzymałem się tej nadziei z całych sił i z każdym dniem wzrastała.
– Wciąż na nowo przeżywałem tamto doświadczenie. Wiedziałem, że głos nie pochodził ode mnie, z mojego umysłu. Pochodził z innego miejsca, być może z nieba. Jedno wiem na pewno – gdy już odzyskałem nadzieję i przyjąłem swoją wersję duchowości, przestałem użalać się nad sobą. Przestałem walczyć z tym, co się ze mną działo. A po pewnym czasie poczułem się lepiej.
– Nikt nie spodziewał się, że wyzdrowieję, a jednak nastąpiła remisja i od tamtej pory mam się dobrze.
Tak jak pisał Andreas Moritz w swojej książce nt raka, wcale nie musisz walczyć.
I jeszcze jeden przykład uzdrowienia podany przez Carolyn Myss:
Ponieważ potrzebowałam pomocy, poprosiłam kolegę po fachu i przyjaciela, Steve’a Fanninga – profesora historii i utalentowanego uzdrowiciela – aby razem ze mną poprowadził warsztat.
Przed laty w wyniku ataku astmy Steve zapadł na długi czas w śpiączkę. Lekarze prognozowali, że nigdy już nie będzie chodził. Jednak Steve uleczył sam siebie i pod wpływem tej podróży stał się źródłem uzdrowicielskiej mocy. (…)
Pod wpływem uleczenia swojego rzekomo nieuleczalnego stanu Steve uświadomił sobie, że nasze wewnętrzne ja – czyli innymi słowy: dusza – ma nieskończenie większą zdolność dokonywania niemożliwego niż współczesna medycyna.
autor: Caroline Myss
fragment: Na przekór grawitacji




