David L., młody 25-letni mężczyzna, leżał 5,5 roku kompletnie sparaliżowany. Jego ruchy ograniczały się tylko do poruszania wargami i oczami. Paraliż nastąpił nagle, niespodziewanie. Chciał pewnego dnia wstać z łóżka na śniadanie i już nie mógł.
Źródłem tego nieszczęścia były sprawy ambicjonalne. David był przewrażliwiony na punkcie własnej osoby. Miał wygórowaną ambicję i wszystkich podejrzewał o niedocenianie go.
O pomoc do mnie zgłosiła się jego matka.. Oboje z synem zaczęli rygorystycznie stosować technikę psychotronicznego leczenia.
Po dwóch i pół tygodniu zatelefonowała pani L. prosząc, bym natychmiast przyszła do nich. Zapewniała, że sprawa jest bardzo pilna. Gdy otworzyłam drzwi ich domu, wybiegł naprzeciw mnie David i entuzjastycznie chwycił mnie w ramiona.
Nie mógł sobie darować, że przez tyle czasu był przykuty do łóżka przez własne negatywne myśli i przez własną niewiedzę. Obecnie pałał chęcią niesienia pomocy innym ludziom, również ofiarom paraliżu.
Ponieważ choroba Davida L. wyrosła na podłożu napięć psychicznych, E. Monahan dodała do instrukcji „punkt po punkcie” dodatkowy rozkaz wyciszenia tych właśnie emocji. Oczywiście dołączyła to wezwanie do punktu 4. Oto ten dodatek:
Cudowna siła Nadświadomości przechodzi właśnie przez moje ciało. Całkowicie uspokaja mój umysł. Wypełniony tym wewnętrznym wyciszeniem pozbywam się wszystkich uczuć negatywnych. Rozkazuję, aby były one natychmiast zastąpione uczuciami głębokiego zadowolenia i radości.
Trzyletni paraliż ramienia ustąpił w wyniku leczenia psychotronicznego
Amerykańscy Indianie mają takie porzekadło: „Nie sądź nikogo, zanim nie przejdziesz mili w jego własnych kierpcach”.To właśnie miał pewnie na myśli młody człowiek John L., cierpiący od trzech lat na paraliż prawego ramienia, gdy w czasie swojej pierwszej wizyty u mnie zrobił mi złośliwy zarzut:
– Jak pani może żądać od ludzi, żeby optymistycznie patrzyli na świat i byli pełni nadziei? Jakie ma pani do tego prawo? Czy pani ma pojęcie, co czuje człowiek, gdy medycyna stwierdza, iż nie zna jeszcze lekarstwa na jego chorobę? Jeśli rzeczywiście nigdy nie była pani w takiej sytuacji, to nie może sobie pani nawet wyobrazić, jak odbiera się te płomienne myśli wygłaszane przez panią.
Otóż wiedziałam aż nadto. Jedenastu lekarzy orzekło, że paraliż mego ramienia nigdy nie ustąpi, a 13 okulistów nie widziało dla mnie najmniejszej szansy odzyskania wzroku.
Przerwałam więc potok cierpkich uwag Johna. W krótkich słowach opowiedziałam mu o tragedii swego życia. Zaniemówił z wrażenia. Tym uważniej i spokojniej wysłuchał zasad techniki psychotronicznego leczenia.
Po dwóch tygodniach miałam wiadomość: paraliż całkowicie ustąpił. John nie posiadał się z radości. Czuł się jak uczniak na wakacjach, cały świat należał do niego.
fragment: Leczenie metodą psychotroniczną
Opracowanie: wg Evelyn M. Monahan




