Nigdy się nie poddawaj i myśl o chorobie tak, jak myślisz o zwykłym przeziębieniu
Oto rada Tiny Poulton, u której 40 lat temu zdiagnozowano raka jajników w stadium terminalnym.
Prognozowano, że będzie żyła 6 miesięcy. Włożyła te wróżby tam, gdzie ich miejsce, tj. między bajki. Tak samo jak ten piekarz, poszukała innych prognoz. Wzięła udział w testach klinicznych nowego leku i po 18 miesiącach okazało się, że jest zdrowa.
Niedługo Tina Poulton będzie świętowała 81 urodziny. Jest matką trójki dzieci, babcią dziesięciorga wnucząt oraz prababcią jednego malucha.
Tina wzywa w swoim oświadczeniu wszystkich pacjentów chorych na raka: „Nigdy się nie poddawaj!”.
Wyznaje, że diagnoza była dla niej szokiem i spowodowała krótkie załamanie. Szybko się jednak otrząsnęła, zadając rozsądne pytanie:
– Kim są ci lekarze, aby mówić, kiedy ja umrę? Kto uczynił ich Bogiem?
Chyba wiem, kto: większość pacjentów. Ale na szczęście Tina należała do samodzielnie myślącej mniejszości. Mało tego, to nie jedyne jej szczęście, ponieważ mówi:
– Byłam szczęśliwa, miałam cudownego męża, trójkę wspaniałych dzieci. Nie miałam zamiaru nic zmieniać w swoim życiu, a tym bardziej umierać.
Trzecia sprawa: nie robiła z choroby tragedii:
– Nie robiłam zamieszania wokół raka. Zaakceptowałam chorobę i postanowiłam ją przezwyciężyć.
Tina Pulton trafiła na innego specjalistę, który podszedł do jej choroby w taki sposób, jak na lekarza przystało. Tina relacjonuje
– Był tak pozytywnie nastawiony. Powiedział, że spróbuje jednego leczenia, a jeśli ono nie zadziała, to drugiego, a jeśli i to nie zadziała, to kolejnego, aż w końcu znajdziemy metodę, która poskutkuje.
Tina dodaje, że nowotwór nauczył ją doceniać w życiu rzeczy, które wielu z nas traktuje jako oczywistość za którą nie trzeba być wdzięcznym. Nic dziwnego, że w książce „Rak Nie Jest Chorobą” Andreas Moritz pisze:
Zawsze jest coś, czego z konkretnej sytuacji możemy się nauczyć. Również rak może być źródłem cennej wiedzy. Chęć danej osoby do stawienia czoła nowotworowi, zaakceptowania go i wyciągnięcia nauki z problemów towarzyszących rakowi zamienia tę tzw. chorobę w celowe, potencjalnie podnoszące na duchu, a nawet czasami pełne euforii doświadczenie. Podczas setek rozmów z ludźmi, którzy przeżyli raka – w czasie 30 lat mojej pracy – zauważyłem, że prawie dla każdego z nich jedno doświadczenie było wspólne: nowotwór spowodował najważniejsze i najbardziej pozytywne zmiany w ich życiu.
Andreas Moritz pisze również tak:
Intencja, jaka kieruje twoją decyzją, ma większą moc niż narzędzie uzdrawiania, które wybierzesz. Jeśli twoje decyzje motywuje strach, lepiej będzie, jeśli nie podejmiesz żadnego działania dopóty, dopóki stawisz mu czoła i nie przemienisz go w zaufanie i pewność siebie.
Jakże pięknie z powyższymi słowami komponują się rady Tiny Poulton:
– Często planujemy to, co jest bez znaczenia i jesteśmy tak zaaferowani swoimi planami, że zapominamy się zatrzymać, aby podziwiać piękno i spokój otaczającego nas świata i po prostu cieszyć się chwilą.
– Pokonałam raka i żyję długim, wspaniałym życiem, ponieważ nie poddałam się. Wielu ludzi traktuje diagnozę jak wyrok śmierci. Tak nie jest. Rak to tylko choroba – powinieneś myśleć o niej w ten sam sposób, co o zwykłym przeziębieniu.
Zresztą Andreas Moritz w wyżej cytowanej książce posuwa się do takiego stwierdzenia:
Nie istnieją fundamentalne różnice fizjologiczne między rozwojem prostego przeziębienia a pojawieniem się guza nowotworowego.
Więcej szczegółów historii Tiny Poulton na stronie DailyMail





